niedziela, 20 stycznia 2013

Autostopem do Gruzji – poradnik, know how


Autostopem do Gruzji – poradnik, know how

Gruzja – niewielkie państwo w Kaukazie. Obszarowo zajmuje teren dwóch większych polski województw, a cała ludność liczy tyle, co aglomeracja potężniejszego europejskiego miasta.  Kiedyś jeszcze kojarzona jako część Rosji, czy miejsce zbyt niebezpieczne, aby tam jechać,  dzisiaj przyciąga.
Przyciąga jak magnes rzesze ludzi z całego świata. A jedną z nacji, która najbardziej upodobała sobie ten kaukaski kraj, jesteśmy my – Polacy.
Nie wiem, co dokładnie mówią statystyki , ale w ostatnim roku Gruzję odwiedziło z pewnością kilkaset tysięcy naszych rodaków.  Twierdzi się, że jesteśmy w pierwszej trójce, jeśli chodzi o odwiedzających ten kaukaski kraj.
Opcji pokonania prawie 3 tys km w linii prostej jest kilka. Najpopularniejszy samolot, rzadziej prom z Ukrainy, czy podróż samochodem – to opcje stosunkowo kosztowne.
Owszem, można czatować na okazyjne ceny biletów, jednak poniżej 1000zł w obie strony raczej trudno zejść.
W związku z coraz większą popularnością Gruzji,  dużo ludzi decyduje się  spędzić tam wakacje i nie dysponując zbyt wielkimi  funduszami, wybiera podróż autostopem. Stosunkowo często widzi się opisy tego typu wypraw  w sieci.

Tak właśnie postąpiłem i  ja, jako przykład gatunku studenckiego i postanowiłem przejechać tą trasę, po prostu opierając się o dobre serce obcych ludzi.
Nie będę tu mówił, że miałem jakoś trudno  od samego początku i że długo się przygotowywałem. Nie, nie, nie. Po pierwsze na wyjazd tego typu trzeba patrzeć  nie jak na wyprawę życia, przeznaczoną dla nielicznych,   ale sposób na zaoszczędzenie na transporcie, bądź środek do osiągnięcia celu. Celu jakiego nie bylibyśmy w stanie osiągnąć, w wypadku konieczności zapłacenia za transport.
Ja patrzyłem tak na perspektywę wyjazdu do Gruzji, gdyż rok przede mną wybrali się tam znajomi. Wcześniej byłbym przekonany, że to wyjazd na koniec świata, ale jeśli znajomy może, to ja co? Będę gorszy?  Poza tym  udzieli mi oni kilku wskazówek i oczywiście zmotywowali – czego i ja próbuję teraz.
O technicznych aspektach łapania stopa tu nie napisze. Piszą to inni, a może i ja to zrobię, ale w osobnym wątku.  W każdym razie, jeśli chodzi o towarzystwo, to wybrałem opcję optymalną.   Team – chłopak i dziewczyna spełnia właśnie tą rolę. Bezpieczeństwo większe niż przy dwóch przedstawicielkach płci pięknej, prawdopodobieństwo wzbudzenia  zaufania kierowcy niż przy dwóch facetach - także. 


 I Czas
Droga z Polski do Gruzji to prawie 3,3 tysiąca kilometrów, w zależności od doboru trasy. W żadnym razie nie powinniśmy się bać tej liczby.
Ile czasu zajmuje ?– to chyba  najpopularniejsze pytanie, które zadaje sobie każdy planujący taką podróż.  Oczywiście nie ma jednoznacznej odpowiedzi.  Liczby są różne, lecz zamykają się w przedziale 4-8 dni. Poniżej czterech dni chyba dojechać autostopem się nie da, a o podróży powyżej ośmiu nie słyszałem(no chyba że z balowaniem po drodze).  Na te rozbieżne dane trzeba patrzeć oczywiście z przymrużeniem oka.  Żądającym konkretnych informacji radzę przyjąć do obliczeń czas 7 dni. Chyba to będzie najodpowiedniejszym wyborem.
Poza osobistą organizacją wycieczki pozostaje oczywiście czynnik obiektywny i zasadniczy w tym rodzaju podróży – szczęście w łapaniu stopa. I trzeba przyjąć, że w końcu fortuna  dopisze. Tak będzie i już.  Zdarza się, że trzeba trochę postać. Mi nie zdarzyło się czekać więcej niż 3 godziny.  Jednak bywa również, że zmieniałem samochody w kilkuminutowych odstępach, bądź jeden kierowca wiózł mnie tysiąc i więcej kilometrów.  W podróży największy zastrzyk szczęścia zaaplikował mi Gruzin, który spotkany  na przejściu granicznym w Nadlac (Rumunia), zawiózł mnie do samego Tbilisi. Znajomy jechał z Węgier do Istambułu z jednym kierowcą itp.
Tak więc szczęście w łapaniu stopa w końcu musi nastąpić  i jeśli nie dziś, to jutro. Trzeba przyjąć ten fakt, jako zjawisko nieuchronne. I nie twierdzę, że ja się nie denerwuje, gdy stoję przy drodze na słońcu, gdy coś jest nie tak. Wręcz przeciwnie – jednak zakładam, że w końcu los zacznie sprzyjać.
Podsumowując, w moim przypadku droga autostopem do Gruzji  zajęła w jedną stronę 8 dni, a z powrotem 5.  Musze tu jednak sprostować, że jadąc do Gruzji spędziłem  popołudnie i wieczór w Budapeszcie, a ponad to dwa dni oczekiwałem w Turcji na Gruzina.  Gdyby nie liczyć tych postojów zostałoby niecałe 6 dni uczciwej jazdy :D.


II Trasa
Jak już wspomniałem drogę autostopem do Gruzji trzeba szacować  na około 3300km.  Nie chcę się sprzeczać, co do dystansu, bo nie jest mierzony od linijki, a tylko orientacyjnie. Może ktoś lubi planowanie, liczby i właśnie takiej informacji potrzebuję. Mi w każdym razie nie była ona potrzebna.
Piszę tu oczywiście o drodze standardowej , czyt. na południe - > na wschód.  Drogi przez Ukrainę i Rosję nawet nie brałem pod uwagę, gdyż jeszcze nie wiedziałem, że granica rosyjsko-gruzińska jest otwarta od lata 2011.. Generalnie jest ona możliwa i z pewnością będzie ciekawszą opcją, o której często się nie słyszy.  Można przypuszczać, że z drugiej strony wzrośnie poziom trudności przedsięwzięcia. Pomijając kwestię wizy przez Rosję, pozostaje sprawa niemożności  znalezienia właściwie jakichkolwiek porad w sieci.
Trasę na południe również możemy dzielić.  Z  pewnością w drodze do Gruzji  będziemy przejeżdżać przez takie państw jak :  Polska -> Słowacja -> Węgry ->……….  -> Bułgaria -> Turcja -> Gruzja.
Wykropkowane miejsce oznacza jedną zmienną na naszej mapie – możemy zapełnić ją nazwą Rumunii bądź Serbii.
Zanim wyjechałem w podróż autostopem do Gruzji, wspomniany znajomy, który był tam wcześniej doradził mi trasę przez Serbię.  Koniec końców, nigdy nie zdecydowałem się na tą drogę, ale decyzję w tym wypadku podjął bardziej los.  Jak to się odbyło, gwoli ścisłości z moje winy, można przeczytać w RELACJI  i takich nieporozumień unikać.
Wybrałem opcję numer dwa – Rumunię, a teraz chciałbym was także do niej przekonać.  Dlaczego? – zapytacie.
Jest ku temu kilka powodów:
1.       Serbia nie jest państwem UE i wiąże się z tym kontrola paszportowa już na tym etapie. Tak czy owak, w Turcji potrzebny nam paszport – powiedzą przeciwnicy. Ja stwierdzę, że to  dodatkowa strata czasu w kolejce.
2.       Przejazd przez kraj, gdzie mniejsze jest prawdopodobieństwo trafienia na tranzyt w interesującym nas kierunku (dlaczego? ->czytaj niżej).
Kolega, który wracał z Gruzji autostopem przez Serbię wspomina, iż przejazd przez ten kraj nie jest problematyczny, ale komplikacja zaczyna się w Bułgarii, gdyż odcinek granica – Sofia jest bardzo mało uczęszczany i trudno stamtąd się „wyrwać”
Jak wspomniałem – nakłaniam do wyboru drogi przez Rumunię, gdyż:

1.       Jedziemy cały czas terenem UE – poza komfortem psychicznym unikamy kolejek na przejściach.
2.       W okolicach Sibiu, ściągamy na siebie właściwie cały tranzyt z zachodniej i środkowej Europy, w kierunku  na Turcję.
3.       Obstawiamy wtedy trasę gruzińskich i tureckich tirów. Na Węgrzech dowiedziałem się, iż właśnie te nacje – w naszym wyjeździe najbardziej preferowane jako kierowcy, potrzebują do Serbii wizy i dlatego omijają ten kraj.


III Planowanie trasy – punkty kluczowe
Orientacyjne dane, jakie podałem powyżej powinny posłużyć nam na  planowanie trasy.   Najlepiej chyba przyjąć czas podróży na tydzień i zaplanować po drodze punkty kluczowe. Po jednym na każdy wieczór.  Zależnie od upodobań. Mogą to być duże miasta – przejścia graniczne lub stacje benzynowe – w zależności od upodobań noclegowych, o czym później.  W przypadku chęci można pobawić się jeszcze w jakieś punkty awaryjne, etc.  Ja przyjmuję, że 450km dziennie przejedziemy na pewno, a w razie kolizji będziemy improwizować.
Proponowana przeze mnie dokładna droga (z podziałem na dni) może wyglądać tak:
1.       PG(przejście graniczne)  Barwinek (Słowacja) -> Koszyce -> PG Tornyosnemeti (Węgry) -> Miszkolc -> Debrecyn -> PG Bors
2.       (Rumunia) Oradea -> Turda -> Alba Julia -> Sibiu
3.       Ploesti -> Bukareszt –> Giurgiu -> PG Russe
4.       (Bułgaria) Veliko Tarnovo -> Stara Zagora -> PG Edirne
5.       (Turcja) Edirne -> Istambuł ->  Bolu
6.       Ilgaz -> Merzifon -> Samsun
7.       Ordu -> Rize -> PG Sapr (Gruzja) - > Batumi
Co do trasy należy się kilka uwag. Nieprzypadkowo przez Turcję wiodą najdłuższe odcinki – nie boję się użyć stwierdzenia, że tam przejedziemy najwięcej.  
Nie bez powodu nie zatrzymujemy się także w Istambule. Każdy postój w mieście kosztuje stratę czasu, a w takim molochu  szczególnie.  Jest to jedna z aglomeracji całkowicie odpornych na ruch pieszych. Wjechać łatwo, jednak z wyjazdem może być gorzej, bo trzeba łapać stopa przy autostradzie.  Oczywiście, da się – jednak po co utrudniać sobie życie.
W powrotnej drodze do kraju ważnym punktem jest przejście turecko-bułgarskie w Edirne. Określiłbym je jako klucz do Europy.  Przejeżdża tamtędy i zatrzymuje się moc  ciężarówek. Jeśli trochę poczekamy i pogadamy z kierowcami to możemy zapewnić sobie daleki transport – nawet i do kraju.


IV Kierowcy – czyli gdzie „biorą najlepiej”
Po autostopowym wyjeździe do Gruzji, gdyby ktoś zadał mi pytanie gdzie najlepiej się „łapie” – odpowiedział bym bez zawahania – w Turcji.
Mimo iż przez wielu ten muzułmański kraj odbierany jest jako nieprzyjazny dla „giaurów” , to wcale nie jest prawdą. Osobiście byłem pełen stereotypów. Po tym co słyszy się w mediach, co mówi otoczenie i ludzie których najczęściej jedyną wspólną rzeczą z Turcją jest znoszony sweter, można mieć takie wrażenie ;).  Na przykład koleżanka zrezygnowała z wyjazdu, właśnie z tego powodu -  paplaniny otoczenia.
 Dla autostopowicza Turcja jest krajem bardzo przyjaznym. Drogi dobrej jakości, za koczowanie przy autostradzie nie biją, a kierowcy wprost zadziwiają życzliwością.  Byłem zaszokowany, gdy pod Istambułem, Tiry na autostradzie stawały jeden za drugim, żeby nas podwieźć. I z tych właśnie powodów, najprawdopodobniej Turcję przejedziemy najszybciej.
Gruzja –w drodze do stolicy trzeba pokonać prawie cały kraj.  Tu było wprost przeciwnie. O „autostopowaniu” w Gruzji słyszałem różne cuda.  Że co drugi kierowca się zatrzymuje, że powyżej 5 minut nie czekał nikt etc.  I właśnie chyba z tego powodu byłem zawiedziony. Owszem, tam autostopem jeździ się dobrze, ponadprzeciętnie niż w krajach europejskich, jednak nie można wychodzić z założenia Gruzinów – cudotwórców.  W miejscach mniej popularnych jest naprawdę dobrze, w turystycznych można postać i dłużej. No chyba że zapłacimy. Taksówek i marszrutek nie brakuje.
Autostop to popularny sposób transportu w Rumunii. Jeśli nie trafimy na dobrego Rumuna, to z pewnością na TIRa, który jedzie gdzieś tranzytem.  Trzeba jednak pamiętać, że w tym kraju tradycyjnie za stopa się płaci. Miejscowi płacą,  wiec czemu turysta ma dostać coś za darmo.
Państwo, które jeszcze wymienię to Bułgaria.  Tam autostopem jeździ się źle. Osobiście nie miałem szczęścia podróżować z Bułgarem, jednak znajomi zdecydowanie byli zniesmaczeni czasem spędzonym na lokalnych drogach.  Podobno z powodu napadów, tubylcy boją się zatrzymywać.
Pozostałe kraje, które zawarłem w opisie powyżej są  zbędne do dłuższego opisywania. Jak to cywilizowane państwa europejskie – każdy sobie i na litościwego kierowcę trzeba swoje odczekać.
Po prostu – standard.


V Orientacja w przestrzeni , co zabrać:
Na sam wyjazd oczywiście trzeba zabrać niezbędne rzeczy. Nie mówię tu o ubraniach, jedzeniu, czy innym wikcie, potrzebnym do przeżycia.  Można zastanawiać się mianowicie, co wziąć, aby prawidłowo orientować się w swoim położeniu.  Z miejsca mogę polecić GPS turystyczny. Małe, przydatne urządzenie, z pomocą dobrej mapy, na pewno będzie dla nas pomocne. Teoretycznie może służyć jako wyłączne narzędzie do określania naszego położenia. 
Praktycznie różnie z takimi urządzeniami bywa, a problem potocznie zwiemy „złośliwością rzeczy martwych”. Poza tym gadget nie jest tani i nie każdego stać (np. ja póki co nie mam własnego).
Niezawodnym sposobem zawsze pozostanie mapa. Nie należy tu oczywiście zbytnio przesadzać.  W swojej podróży, na dwie osoby posiadaliśmy:
1.       Wydruk trasy, naniesionej na Google maps,
2.       Dużą, poglądową mapę Europy, skala ok. 1:4500000
3.       Mapę drogową Turcji w skali 1:1000000
4.       Mapę poglądową Gruzji (z przewodnika na kartce A5) ;)
Myślę, że taki komplet będzie wystarczający. Osobiście, dysponując tymi mapami nie miałem żadnego problemu z orientacją.


VI Waluta dla wszystkich krajów
Kolejną kwestią, nasuwającą się potencjalnemu autostopowiczowi jest kwestia waluty.  Co wziąć, w jakich ilościach, gdzie dostać. To pytania którymi nie powinniśmy sobie zawracać głowy. Teoretycznie w każdym kraju obowiązuje inna waluta, która w większości  w Polsce jest trudno osiągalna. Kolega próbował kupić no i nie kupił.
Praktyka wygląda bardziej kolorowo. W państwach Unii możemy śmiało kupować w Euro, zaś Turcja i Gruzja to państwa jeszcze strefy dolarowej. Warto mieć parę zielonych świstków, bo „zielony” u nich ma duży prestiż.  W wielu miejscach w Turcji, np. stacje benzynowe, akceptowane jest także Euro. Już od granicy – wiza to koszt 15 Euro.
Ponad to jesteśmy w XXI wieku i bankomat czai się na przechodnia niemal za każdym rogiem.
Konkludując potrzebujemy kilkadziesiąt ojro, trochę  dolarów, a pozostałe pieniądze  na rachunku bankowym.


VII Komunikacja werbalna z kierowcami:
Wbrew temu co by się mogło wydawać, na południu i południowym wschodzie kontynentu można się dogadać.  Węgrzy i Rumuni w większości rozumieją po angielsku czy niemiecku przynajmniej w stopniu komunikatywnym. Może co innego na wsi, czy w górach, ale w mieście,  przy ruchliwej ulicy z pewnością nie będzie  problemów w porozumiewaniu.  W Gruzji i Bułgarii porozmawiamy za to po rosyjsku. W tym pierwszym kraju, jak to w byłej SRR, ten język jest podstawą komunikacji.  Około 80-90% ludności zna go przynajmniej w stopniu podstawowym.  Konsekwentnie przydaje się także umiejętność literowania w cyrlicy – tym alfabetem wypisane jest wiele nazw w Gruzji i wszystkie w Bułgarii (oznaczenia miejscowości są w także w alfabecie łacińskim).
Największą próżnią językową jest Turcja.  Typowy Turek, którego przyjdzie nam spotkać, szeroko uśmiechnięty, grubszy chłop z wąsem (to moja ikona Turka) poliglotą nie jest. To delikatne stwierdzenie – najczęściej mówi tylko w rodzimym języku, trochę po arabsku i tyle. Rosyjskiego nie znają tam w ogóle, angielski w stopniu znikomym. Często powołują się na język niemiecki, ale bywa że kojarzą tylko słowo „gut”.  No i oczywiście „problem”. To mówi  każdy – „kein problem”, „no problem” w odniesieniu do wszystkiego. 
Dlatego warto parę słów po turecku znać, bądź chociaż wypisać i mieć przy sobie w czasie podróży. Pozostałe zwroty nadrabiamy gestykulacją i „body language” J. Pewien  polski kierowca ciężarówki, spotkany  w Rumunii, na pytanie, czy rozumie lokalny język, odpowiedział – Oczywiście, tylko od mówienia ręce bolą. I tego się trzymajmy. J

VIII Bezpieczeństwo
Bezpieczeństwo  -  przy podróżach autostopem najczęściej podnoszony argument ich przeciwników.  Nie będę tu wypisywał żadnych cudów. Niejedno już napisano o bezpieczeństwie przy tym sposobie podróżowania. Nadmienię tylko, że wyprawa do Gruzji na pewno nie będzie bardziej niebezpieczna niż np. do Barcelony czy Mediolanu.  Zakazu podróżowania autostopem ustawodawstwo żadnego z państw, przez które jedziemy, nie przewiduje.
Już drugi raz z kolei dementuję strachliwe poglądy a propos Turcji. Kraj, jak każdy inny, można rzec –orientalny, a autostopem jeździ się znakomicie. Może jeszcze dwie dziewczyny mogłyby się czuć niepewnie, ale para – nie ma powodu do niepokoju.  No i oczywiście – kimkolwiek byliście w Polsce, na wyprawie jesteście mężem i żoną J.
Żeby uniknąć nieprzyjemności i tym samym czuć się bezpieczniej, proponuję pytać kierowców o koszt podwózki, albo od razu mówić „no Money”.  Ten zwrot rozumie każdy, a my mamy pewność, że machający na odczepne ręką nic od nas nie zażąda.  Jak wspomniałem, w Rumunii funkcjonuje płatny autostop, a w Gruzji w popularnych miejscach aż roi się od taksówek czy amatorów łatwego zarobku.  Bądźmy uważni.

IX Nocleg
Na wyjazdach tego typu jest to termin dość specyficzny. Niejeden wyga autostopowy uśmiechnie się, jeśli zapytamy go o nocleg. Sam się cieszę, na myśl, ile można by opowiadać o pomysłowości  wyszukiwania miejsca na nocny spoczynek.
Trzeba powiedzieć wprost – to jest autostop i wygód najprawdopodobniej nie będzie.   Możemy jednak podjąć starania, aby umilić sobie warunki podróżniczej egzystencji.





1.       Coachsurfing
Co to jest nie musze chyba wyjaśniać. Jeśli ktoś nie kojarzy, to czas najwyższy się zapoznać, zalogować i działać.  Opcję korzystania z surfowania po kanapach powinniśmy oprzeć o punkty kluczowe (czytaj wyżej). Ogólnie ona polega na tym, aby zapewnić sobie nocleg u mieszkańca jednego z miast na naszej trasie i dotrzeć tam w planowanym czasie. Osobiście korzystaliśmy z takiej opcji tylko raz, jadąc do Gruzji.  Mianowicie zatrzymaliśmy się w Budapeszcie.  Coachsurfing  oczywiście pochłania dużo czasu – tracimy go na samym zatrzymywaniu się w mieście, z którego prawdopodobnie będzie trudno wyjechać, dlatego opierać o nią każdy nocleg właściwie nie da rady. Według mnie najlepszym rozwiązaniem będzie obsadzić Coach’ami punkty kluczowe z zastrzeżeniem, że możemy się nie pojawić lub dotrzeć z opóźnieniem (zwykła kwestia dogadania).
2.       Hostele, schroniska etc.
Ta możliwość jest bardzo zbliżona do poprzedniej.  Zamawiamy noclegi w miastach – punktach kluczowych. Rezerwujemy tam, gdzie najtaniej i gdzie nie wymagają zapłaty zaliczki. Dotrzemy do miasta to przenocujemy, nie dojedziemy – trudno.  Największym minusem oczywiście jest odpłatność noclegów tego typu. Osobiście po drodze, aż do Tbilisi, nie korzystałem z płatnych noclegów. 
3.       Kreatywność
Gdy nie mamy Coacha ani zarezerwowanego hostelu musimy zacząć kombinować. Człowiek to istota, która zdolna jest przystosować się do skrajnych warunków. I  umiejętność asymilacji będziemy mogli wykorzystać. No dobra, bez żartów.  Poważnie - tą opcję wybierałem najczęściej.
Na wyjazd koniecznie zabieramy namiot.  Może się on przydać w razie niesprzyjającej pogody, chroni przed insektami i daje odrobinę prywatności.  Miejsce na namiot znajdzie się właściwie wszędzie, osobiście zazwyczaj staram się rozbić go tak, aby za bardzo nie rzucał, się w oczy.  
Nie zawsze jednak będzie sposobność  z tego schronienia  skorzystać.  Czasami uda się nam i kierowca ciężarówki udostępni jedno z leżących miejsc.  Przede wszystkim jednak musimy zdać się na własną kreatywność i szukać odpowiednich punktów.  Przykłady można mnożyć. Jednym z ciekawszych moich dzikich noclegów była na przykład budka ratowników, na plaży w Batumi. 

Tu doszedłem do końca teksu. Poradnik jest pisany na szybko i za ewentualne błędy przepraszam. Opiera się on o rzeczywiste doświadczenia moje i moich znajomych, którzy ta trasę przejechali. Miedzy innymi dziękuję Anicie i Januszowi za swoje wskazówki. Jak wspomniałem, głównym celem tekstu jest zachęta i chęć przekazania swoich skromnych doświadczeń.  Myślę, że może przydać się, komuś planującemu wyjazd autostopem do Gruzji, ułatwić realizację tego przedsięwzięcia lub zmotywować. Gdyby tą rolę spełnił – byłbym bardzo zadowolony. 

Zainteresowanych odsyłam do RELACJI z mojego autostopowego wyjazdu do Gruzji.

Szerokiej drogi J
Pozdrawiam
Tomasz Duda


1 komentarz:

  1. Fajny wpis ; )! Dzięki!
    zmotywowani mt
    http://mumagstravellers.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń