środa, 11 kwietnia 2018

Wymiana podeszwy Meind Island Pro, renowacja - moje perypetie.

Właściwie od drugiej połowy 2014 roku podeszwa w prawym bucie z pary moich leciwych Meindl Island Pro zaczęła się rozwarstwiać. Dokładnie przy samym czubie buta. O ile lewy egzemplarz w trakcie około 2000 km, jakie przebyłem w tych butach nie ucierpiał, to z prawej, "atakującej" strony było znacznie gorzej. 
Zniszczeniu uległa podeszwa z przodu buta, w miejscu jej połączenia z otokiem. Guma strzępiła się, po jakimś czasie odsłoniła otok, a w konsekwencji pod nim zrobiła się dziura, przez którą do butów dostawał się woda i błoto.

Dziura jaka jest, każdy widzi


Jako, iż w wilgotnych butach chodzi się niewygodnie, właściwie już z końcem 2014 roku podjąłem się próby ich naprawy. Na początku zajął się nimi zwykły szewc, który na czubie buta nakleił warstwę gumy, łączącą podeszwę z otokiem. W takiej konfiguracji obuwie nie wytrzymało zbyt długo i po kilkunastu/kilkudziesięciu kilometrach dziura znowu się pojawiła. 

Na tym etapie przyznam, że szkoda mi było wydawać 250 zł czy 280 zł na wymianę podeszw. W butach pokonałem jeszcze grubo ponad 100 km przez kolejne lata, kiedy to w Meindlach rzadko chodziłem, ze względu na zmianę trybu poruszania się po górach, z chodzonego na biegowy. Niemniej jednak buty były używane i za każdym razem dziura sprawiała problemy.

Po blisko 2 tys km stan podeszw "wołał o pomstę do nieba"


Podczas wyjazdu na Słowację w 2017 roku i przemoczeniu butów postanowiłem, że dłużej już tak nie będzie i stare Meindle trzeba wreszcie naprawić, ze względu na ww. dziurę oraz fakt, że podeszwa straciła właściwości trakcyjne. Zacząłem ślizgać się nawet na błocie, a na śniegu czy lodzie po prostu strach było chodzić. Postanowiłem również, że nie kupię nowych butów trekkingowych. Nie tylko ze względu ceny, ale przede wszystkim zważywszy na fakt, że buty przeszły ze mną kawał świata i właściwie w nich przeżyłem większość przygód opisanych na niniejszym blogu. Tym samym mają dla mnie wartość sentymentalną. 

Po dokonani researchu w sieci, ku mojej radości natknąłem się na firmę LARIX, która jako dystrybutor Meindla w Polsce świadczy usługi związane z serwisem pogwarancyjnym tej firmy. Wypełniłem formularz, wysłałem buty do LARIX, oni przekazali je dalej do Niemiec i tam je  mają naprawić. Oczywiście było ryzyko, że technicy niemieccy nie podejmą się naprawy i wtedy zapłacę koszty wysyłki. Jako, iż taka próba w mojej ocenie była opłacalna, zaryzykowałem. Niestety po kilku tygodniach przyszła decyzja odmowna: "Ustosunkowując się do zlecenia pogwarancyjnej naprawy butów Meindl informujemy, iż po ich otrzymaniu zostały one odesłane do ekspertyzy poza granicę kraju, bezpośrednio do firmy Meindl. Producent nie podjął się naprawy z uwagi na wysoki stopień zużycia obuwia (sucha, zdeformowana skóra wierzchnia i uszkodzona konstrukcja butów w części tylnej). Buty zostaną odesłane bez naprawy. W związku z powyższym proszę pokrycie kosztów przesyłki zwrotnej na terenie Polski (przesyłka kurierska GLS koszt 17,22pln lub przesyłka do paczkomatu Inpost koszt 10pln). "
Pieniądze za zwrot zapłaciłem, buty odebrałem i postanowiłem nie odpuszczać. Ponowiłem poszukiwania specjalistów w internecie, wysłałem szereg wiadomości i dokonałem zestawienia.

Naprawy zobowiązali się podjąc wszyscy "ankietowani". 
- Redpoind - 287,50 zł + wysyłka (podeszwa + otok, wymiana na podeszwę taką jak oryginalna Meindl Island);
- Hanzel - 220 zł (podeszwa, wymiana na podeszwę Vibram Baltra, wysyłka);
- i-szewc.pl - 230 zł podeszwa + 60 zł otok + wysyłka (podeszwa VIBRAM);
- szewc24.pl - 250 zł - 300 zł + wysyłka (podeszwa + otok VIBRAM "jeżeli będzie dostępny , bądź podeszwa innej marki).

Porównałem, pomyślałem i wybrałem Hanzela, który oferował najniższą cenę, a ponadto odradzał wymianę otoku. Posłuchałem sugestii i wysłałem buty. Przed zleceniem wymiany wskazano mi, że termin realizacji do 21 dni. Jakiż byłem zaskoczony, gdy już po 4 dniach otrzymałem telefon, że buty są gotowe i właśnie idą do wysyłki.






Obuwie odebrałem po kilku dniach od kuriera. Wymieniona podeszwa aż świeciła nowością. Samo wykonanie robiło dobre wrażenie - poprawne dopasowanie podeszwy, brak odstających elementów i innych detali wskazujących na oględne potraktowanie tematu. Póki co nie sprawdziłem butów w terenie, ale mam nadzieję, że się na nich nie zawiodę. Jeżeli coś będzie nie tak, z pewnością Was o tym poinformuję.

Buty przed kuracją


Pierwotnie na podeszwach miałem poprzestać z regeneracją Meindl Island Pro. Jednak, gdy już wymieniłem "gumy" pomyślałem, że dobrze byłoby zająć się karoserią. Niestety naprawy zapiętków nikt nie chciał się podjąć - wiec pozostały takie jak poprzednio - "dopasowane" do mojej stopy. Pozostawała skórzana cholewa, którą postanowiłem potraktować drogimi specyfikami firmy Saphir.



Ze względu na cenę tego typu produktów nie zdecydowałem się na wszystkie specyfiki do skóry, które w analizowanych przeze mnie renowacjach stosowano - kupiłem trzy, które w mojej ocenie teoretycznie powinny w miarę ogarniać temat. Chciałem buty wyczyścić, odżywić skórę i zaimpregnować. Kupiłem:1. Saphir Renomat - płyn do czyszczenia skóry;
2. Sahphir Oiled Leather Cuirs Gras - balsam ochronny do zamszu i nubuku;
3. Meindl Sport Wax - wosk do butów

Buty po kilku godzinach pracy z Saphir Renomat




Następnie zabrałem się do zabawy. Pierwszym etapem było ściągnięcie starej i przez lata gromadzonej warstwy wosku, impregnacji i tłuszczy. Żmudną robotę wykonywałem przy pomocy bawełnianych szmatek i Sphir Renomat. Aż trudno uwierzyć, ile starych warstw udało się ściągnąć, zanim ukazał się naturalny, pierwotny nubuk. Buty czyściłem etapami, kilka dni, łącznie spędzając nad tym około 4 godziny. Następnie buty wyszczotkowałem szczotką do nubuku.

Meindle po wtarciu balsamu



W drugim etapie obuwie zostało nasmarowane balsamem, szczególnie w miejscach, gdzie skóra powoli zaczęła pękać, tj. na wysokości śródstopia i zgięcia palców. Etap ten upłynął szybko, przyjemnie i bez problemów. Skóra, która wchłonęła balsam wyglądała na odżywioną i zdecydowanie bardziej miękką.

Nawoskowane i gotowe do akcji


Kolejnego dnia przystąpiłem do woskowania. Zgodnie z zasadą, że lepiej częściej, a mniej, nałożyłem na Meindle niewielką warstwę smarowidła za pomocą palca wskazującego (wbrew pozorom to najlepszy dla mnie sposób, gdyż szmatka chłonie zdecydowanie zbyt dużo wosku. Pozostało jedynie dać butom czas do wyschnięcia, następnie wyszczotkować je i gotowe. Opisane w kilku zdaniach, jednak cały proces trwał ponad tydzień. Ma nadzieję, że inwestycja w buty zaprocentuje i jeszcze kilka lat posłużą.

Pozdrawiam







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz