środa, 12 grudnia 2012

Wisport Mosquito 70l - test, recenzja, opinia


Wisport Mosquito 70l  - test, recenzja, opinia
Foto producenta


1.       Dane techniczne i budowa Wisport Mosquito (by producent):
Pojemność: 70l + 13 (nie wieżę w 13l komina).
System nośny: FAS Ergonomic
Materiał: CORDURA
Zamki: YKK
Klamry: ITW NEXUS
Ciężar: 2000g
Liczba komór: 2
Liczba kieszeni: 6
Wymiary: 65cm x 36cm x 30cm
Przeznaczenie: trekking, wycieczki, transport, ski-touring


„Popularny plecak turystyczno - trekkingowy. Doskonały zarówno podczas wyjazdów kolonijnych, obozów wędrownych jak i długich górskich wędrówek. Profesjonalne rozwiązania, duża funkcjonalność i niezawodność to główne atuty tego plecaka. Uproszczony system nośny FAS zapewnia możliwość dostosowania zawieszenia do wzrostu i sylwetki użytkownika. Zapewnia dużą stabilność plecaka oraz wysoki komfort podczas użytkowania. (możliwość dostosowania wysokości zawieszenia, pas biodrowy wszysty na stałe)
Rozpinaną ( na zamek błyskawiczny) przegroda umożliwiającą zamianę plecaka: z jednokomorowego na dwukomorowy i odwrotnie.
Podnoszoną i odpinaną, dwuwarstwowa klapę zaopatrzoną w kieszenie: zewnętrzną i wewnętrzną.
Skrzelowe kieszenie boczne.
Dwie kieszonki z CORDURY umieszczone po bokach plecaka.
Uchwyty do mocowania nart na kieszonkach bocznych.
System taśm i uchwytów do mocowania dodatkowego ekwipunku.
Komin umożliwiający zwiększenie pojemności plecaka o około 13l” – informacje ze strony producenta


2.       Ja i mój plecak – jak to było od początku:
Decyzja o zakupie nowego plecaka zapadła początkiem 2010 roku. Był to właściwie początek mojej przygody z turystyką, choć duży plecak jednej firmy dane już mi było używać.  Outhorn – bo o tym badziewiu piszę, w miarę upływu dni i liczby wyjazdów irytował mnie i złościł w sposób wprost proporcjonalny.  Gdy już szwy zaczynały puszczać w rupieciu, pewnego pięknego dnia uświadomiłem sobie, że nie chciałbym aby ten wspomniany Outhorn rozpadł mi się kiedyś w terenie i pozostał mnie własnemu losowi. Podjąłem decyzję o zakupie plecaka uniwersalnego i „dobrego do wszystkiego”.  Tamtego czas wiedzy o turystyce i sprzęcie  nie miałem za grosz, zacząłem więc czytać. Najpierw skrystalizowały się moje zapotrzebowania– pojemność  70-80l , wykonany z Cordury, dobre klamry, lepsze zamki i cała gama pasków i klamerek pozwalająca obładować się jak tragarzowi.  Po długim wertowaniu opinii, moje wymagania okazywał się spełniać  Wisport Mosquito.




3.       Pierwsze wrażenia:
Gdy kupiłem mój piękny nowy plecaczek, w marcu 2010, za cenę, jaką dziś trudno by sobie było wyobrazić, podobał mi się bardzo. Solidnie wykonany,  z grubego materiału, gabarytami  był zbliżony do swego poprzednika.  Uznałem, że 70l + komin to wystarczająco, jak dla mnie.  Jeśli brakowałoby miejsca, z pomocą szły paski kompresyjne.  System nośny Wisport Mosquito , po zamianie z Outhorna wydawał się wprost niebiańsko wygodny.   Wszystkie znaki na niebie i ziemi zapowiadały udany zakup.


4.       Użytkowanie – z życia wzięte:
g. Cernei. fot. Janusz Cz.
Wisport Mosquito, jak już wspomniałem, miał być dla mnie plecakiem wszechstronnym.  Z zasady powinien służyć na kilkudniowe wyjazdy (3 dni i więcej). 
Pierwszy raz użyłem go na zimowym wyjeździe w Bieszczady, właśnie w marcu 2010. Wprawdzie tylko cztery dni chodzenia, jednak jako niedoświadczony turysta zabrałem sporo rzeczy i jedzenia. Mimo iż plecak nie był jeszcze dobrze uregulowany, sprawdził się znakomicie. Chodziło się bardzo wygodnie, a  przy systematycznym wyjadaniu zawartości, paski kompresyjne pozwalały zmniejszać jego gabaryty i utrzymać stabilność na plecach. Po pierwszej wycieczce byłem wyraźnie zadowolony.

GSB fot. Łukasz J.
Jednak była to tylko taka symboliczna próba. Prawdziwy sprawdzian czekał Mosquito w wakacje 2010. Tego lata przeszedłem z nim Główny Szlak Beskidzki. 
Na pierwsze dni wyprawy plecak wypchałem do granic możliwości towarem wszelakim. Nie było to mądre – wiem.  Jednak okazało się, że jest naprawdę pojemny.  Zmieścił jedzenie na najbliższe parę dni, wodę oraz pozostały dobytek na prawie trzy tygodnie w terenie. Z boku plecaka troczyłem karimatę, po drugiej stronie – namiot. I tak już zostało – od GSB, to mój standardowy sposób noszenia tego ekwipunku.  Wycieczka ta przesądziła również o podstawowym zastosowaniu plecaka – do wyjazdów z namiotem.  I tak pewien czas pełnił funkcje mocno uniwersalne, aż do zakupu prze mnie plecaka 40l. Od tego czasu Wisport Mosquito stał się plecakiem na wypraw biwakowe, gdzie sprawdzał się najlepiej. Mam tu na myśli długie marsze z tzw. „ciężkim plecakiem” – przenoszę się z miejsca na miejsce, taszcząc ze sobą cały dobytek zabrany z domu.  
Drugą, zasadniczą rolą plecaka pozostała funkcja bazowo – transportowa. Takie zadanie Wisport Mosqiuto pełnił, podczas wycieczki na Grossglockner,  przy wejściu na Kazbek, czy trekkingu po Alpach Bawarskich.
W tym wypadku schemat działania polegał na tym, żeby wypakować pełen plecak i donieść  go do tzw. bazy, służącej za punkt wypadowy.  Tam zostawiamy większość klamotów i w góry idziemy na lekko. Ta funkcja wypadła również pozytywnie w wykonaniu Mosquito.  A to w dużej mierze  dzięki szerokiej palecie pasków kompresyjnych, pozwalających na „dotroczenie” dodatkowego ładunku (najczęściej ubrań) podczas transportu i tym samym na powiększenie jego pojemności  i z drugiej strony, umożliwiające skompresowanie go do ok. 30l.

Plecak na pierwszym planie
Podczas okresu ponad-dwuletniego użytkowania, byłem przekonany, że Wisport Mosquito ma wymiar dla mnie wprost idealne i większego nigdy bym nie kupił. Chyba wynikało to z dwóch faktów:
Po pierwsze - nie biorę zbyt wielu rzeczy i powoli przekonuję się do turystyki „light and fast”, a po wtóre – z mojego ograniczonego, „karpackiego” horyzontu, który w roku bieżącym został drastycznie poszerzony z aspiracjami na więcej.
Tak, w pewnym momencie okazało się, że plecak jest jednak za mały. Kiedy miał miejsce ten fakt? 
Mianowicie, podczas mojego wyjazdu do Gruzji autostopem. W planie wyprawy było wejście na Kazbek i prócz podstawowych  rzeczy, musiałem wziąć sprzęt, szaremu turyście do szczęścia nie potrzebny – raki, czekan, uprząż, kask, linę itp.  Wtedy dopiero, gdy zobaczyłem, jak mój Mosqiuto jest wypełniony do granic możliwości i co muszę zostawić, żeby większość pomieścić, wtedy oświeciło mnie, że jednak się myliłem i to 70l dla mnie jest niewystarczające. 


5.       Uwagi i wnioski:
Wisport Mosquito  jest bardzo  solidnym plecakiem.  Cordura w żadnym razie nie jest przereklamowana – naprawdę pancerna rzecz. Do sierpnia bieżącego roku, jedynym mankamentem było pęknięcie jednej z klamerek pasków kompresyjnych.  Po wymianie plecak znowu był sprawny. I taki pozostał kolejne dwa lata. Problem pojawił się dopiero podczas wspominanego wyjazdu do Gruzji – w pewnym momencie z obu stron zaczęły pękać szwy mocowań taśm szelek, u dołu plecaka.  Bardzo mnie to zaniepokoiło. Nic się jednak poważniejszego nie stało – w tym miejscu plecak był szyty podwójnie.  Po tym pęknięciu Mosquito przeżył u mnie jeszcze trzy biwakowe wyjazdy, gdzie dźwigał ponad dwadzieścia kilogramów. Wszystko bez negatywnych skutków. Dopiero początkiem października miałem możliwość oddać go do serwisu. Ten okazał się bardzo sprawny i w wymagalnym terminie 14 dni Mosqiuto został naprawiony bez najmniejszego „ale”. 




Patrząc na cenę (no dziś już niekoniecznie),  nie można dziwić się toporności plecaka. Zbędnych komór czy przegródek nie ma. Pokrowiec przeciwdeszczowy (pomijając fakt, że trzeba go kupić oddzielnie) również nie posiada oddzielnego miejsca pakowania.
 Kalpa w Wisport Mosquito ma dwie komory. Jakoby górna nie była „gabarytowo” normalna, to wewnętrzna stanowi niemal studnię. Dla zobrazowania tej wielkości powiem, że do środka wewnętrznej komory wejdzie kask wspinaczkowy i „małe co nieco”. No, a że ta jest bezpieczniejszą skrytką, przez to tam trafia większość drobiazgów i w konsekwencji robi się wielka plątanina. Jako, że lubię pobawić się igłą i nicią pozbyłem się tego problemu i doszyłem sobie w klapie dwie saszetki na drobiazgi, czy wartościowe rzeczy.







Wspomniana klapa – jakkolwiek by nie była dziwnie zbudowana, ma także plusy. Jest odpinana i może służyć jako malutki plecaczek, na krótkie wypady. Może nie wygląda, jednak zmieści butelkę 1,5l wody, niezbędne drobiazgi oraz jedzenie na cały dzień. Po rozluźnieniu dwóch troków, co węższa osoba może nawet założyć ją na plecy. Nie jest to wygodne, ale jednak – mi w Gruzji czy na GSB to się przydało.
Sam wór – stanowiący główną część Mosquito przedzielony jest na dwie części przegrodą zasuwaną na zamek błyskawiczny (nie widać jej i zamontowano tu zamek inny niż YKK) . Dolna część zapinana jest na zamek i  służy idealnie jako miejsce na średni śpiwór i nie tylko. Wejdzie tam bez problemu Cumulus Alaska 900 , Ajungilak Kontiki Mammuta + kosmetyczka + pokrowiec przeciwdeszczowy + kurtka. Kilka razy pakowałem nawet  Ajungilak Kontiki razem z Quechua S 15 i dało radę.
Plecak jest stosunkowo wysoki. Podczas transportu do środka mieszczą się złożone kije trekkingowe przeciętnych gabarytów (ja testowałem Fizan Trek . Mimo, iż jest wysoki, przy pakowaniu trudno nadać mu regularny kształt.  Z pozoru wydaje się to komentarzem nieistotnym, jednak uwierzcie – przeszkadza.  Gdy mocuje się czekan na szpejarce  (Wisport Mosquito posiada tylko jedną pętlę i jedną szpejarkę biegnącą prze środek), zazwyczaj odstaje on w górnej części i dopiero mozolne „nadawanie” plecakowi prawidłowego kształtu pozwala utrzymać  go w prawidłowej pozycji.
Jak wspomniałem wcześniej, po zakupie system nośny Mosquito wydawał mi się bardzo wygodny. Do czasu. Teraz wiem, że do komfortu wiele mu brakuje. Do dwudziestu kilogramów bagażu jest w porządku, jednak przy większej wadze przydałoby się coś lepszego. Nie chcę tu wymieniać konkretnie wad systemu. Potrzebny jest takowy, po prostu  o „półkę” lepszy.  No chyba najbardziej boli wąski i miękki pas biodrowy. Sposób regulacji wysokości również jest „prehistoryczny”. Poza tym wbrew zapewnieniom sprzedawców – gąbka w szelkach zbiła się. Nie jakoś mocno, ale jednak.  Stelaż stalowy – zasadniczo masywna  rzecz, jednak kilka razy podczas marszu listwa wypadła z mocowania.  Mimo wszystko klamry pasa biodrowego nie mają tendencji do zbytniego rozregulowywania się, jak to czasem bywa w ich przypadku.

Gruzja
Jednym z większych plusów Wisport Mosquito są paski kompresyjne. W sumie – pięć par, z czego cztery zamykane na bardzo dobre klamry.  Bez nich z pewnością nie byłby to dobry plecak i tym samym – nie dla mnie.  Paski kompresyjne pełnią wiele funkcji. Boczne zazwyczaj taszczą namiot i karimatę. Frontowe, na wysokości klapy służą jako mocowanie butelki z wodą – bo ta ma być szybko dostępna. Na paskach u góry mocuję zaś zbędne ubranie na podejściu podczas marszu, by móc mieć do nich szybki dostęp. To tak z  grubsza.
Plusem jest tu także waga – o ponad kilogram niższa niż drogie plecaki firm konkurencyjnych. A to swoje znaczy.
Bieszczady fot. Krzysiek 
Jeśli chodzi o sam materiał, to z pewnością nie jest wodoodporny jak podaje producent. Mnie to nie zdziwiło i nikt nie powinien czuć się tym faktem zaskoczony. I choć przemakalny – to jednak świetnej jakości – po dwóch i pół roku eksploatacji kolory wciąż są bardzo żywe i nie wypłowiały na słońcu.
Wisport Mosquito  posiada cztery kieszenie boczne. Dwie duże skrzelowe zasuwane na zamek i dwie rozciągane mniejsze u dołu plecaka.  Gdy nie mam z boku przytroczonego namiotu w skrzelowych noszę butelkę 1l Nalgene. Są naprawdę pojemne i spokojnie mieści się tam zwykła butelka 1,5l, czy można zamontować wór camelbag. Wszystkie podane wariacje zostały przeze mnie przetestowane.


6.       Podsumowanie:
Po dwóch i pół roku użytkowania, pora podsumować czas spędzony z Wisport Mosquito.  Plecak wszystkie próby i testy wytrzymał dobrze. Potwierdził swoją funkcjonalność, trwałość i uniwersalizm. Za 330zł, które za niego wtedy zapłaciłem,  otrzymałem produkt „aż zbyt dobry”. Jako, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, początkową euforię zastąpiła obiektywna ocena Mosquito.
Jak już wspomniałem, do czasu wyjazdu do Gruzji,  plecak pojemnościowo spełniał moje wymagania bezbłędnie.  Niestety teraz mogę powiedzieć, że potrzeba mi czegoś obszerniejszego. Około 80l, nie więcej.  Tym samym chcę polecić Mosquito osobom, które nie wybierają się w wysokie góry. Gdy nie trzeba pakować sprzętu – sprawdzi się idealnie i wystarczy na każdą „karpacką” wyprawę.  Z pewnością nie zawiedzie.  Ze mną oprócz na plecach, przemierzał kilometry wieziony w bagażniku samochodu, PKSu, klekoczącej marszrutki czy na „pace” TIRa.  Nieraz potoczył się po skałach, regularnie na nim przesiaduję, a mimo tego – nie rozpadł się. To o czymś świadczy.
Mimo, iż wykonany trochę topornie, ze średnio-wygodnym systemem nośnym, daje wprost genialny stosunek wartości do ceny.  Wisport Mosquito śmiało  można uznać za plecak uniwersalny, na każdą porę roku – moje wyjazdy tylko to potwierdzają.
Plecak polecałem swoim znajomym i kilku z nich ma okazję także go używać. U żadnego z nich nie objawiły się jakiekolwiek wady plecaka. Są zadowoleni.
Na pytanie czy zakupiłbym ten plecak – odpowiem bez zastanowienia – tak, za te pieniądze, kupiłbym.


Konstrukcja – 3/5
Funkcjonalność – 4/5
Wygoda – 4/5
Wykonanie – 4/5
Trwałość/Niezwodność - 5/5




Duda Tomasz

1 komentarz:

  1. Jak zawsze świetny, merytoryczny, pomocny tekst :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń