Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą test. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lipca 2018

Quechua NH500 - test recenzja opinia tanich "podejściówek" z decathlonu

Od kiedy na poważnie zacząłem jeździć w Tatry na sposób turystyczno-wspinaczkowy, naturalną moją potrzebą stał się zakup butów podejściowych. Przyzwyczajony, iż trasy pokonuję głównie w obuwiu powyżej kostki, z ostrożnością podchodziłem  do  niskiego obuwia i nie zamierzałem wydać za nie kilkuset złotych. W konsekwencji oszczędnościowego podejścia do tematu, również oczywistym kierunkiem jaki obrałem, był decathlon. W sklepie, po krótkim poszukiwaniu, natknąłem się na buty Quechua NH500, które na.pierwszy rzut oka wyglądały na klasyczne podejściówki. Bardzo mnie one zaciekawiły i chociaż, iż po lekturze ich opisu zrozumiałem, że nie są to buty podejściowe, a jedynie tak się prezentują, postanowiłem zaryzykować i zainwestowałem w nie 149 zł. 

Quecha NH 500 w zakresie cholewki wykonane są w 80% ze skóry zamszowej, reszta jest poliestrowa. Znaczy to, że skórzana jest cała cholewka poza wyściółką. W przedniej i tylnej części buta umieszczono natomiast gumowy otok, który ma ochraniać palce przed obiciem, czy usztywniać piętę. Podeszwa jest dość cienka, bieżnik średniej głębokości. Niezbyt agresywny, ale również nie szosowy. Konstrukcja podeszwy i cholewki jest natomiast miękka. Podeszwa się łatwo zgina, zaś stopa w bucie nie jest usztywniona. Quechua NH500 są relatywnie płytkie i niskie. System sznurowania poprawny, pozwala na dobre dopasowanie obuwia do stopy. 

Quechua NH500 używałem na co dzień i podczas uprawniania aktywności outdoorowej. Pokonywałem w nich drogi w góry niższe i wyższe, przechodziłem via ferraty, jeździłem na rowerze. Podchodziłem w nich pod lodowiec do wysokości 3500 m npm, chodziłem po drogach wspinaczkowych w Tatrach do trudności II-III (grań Martina na Gerlach, grań Jordana). Moja narzeczona "na drugiego" przechodziła w nich drogi IV - kowe. Pomimo miękkiej podeszwy dały radę w Tatrach, czy Alpach jako buty podejściowe. Pokonywaliśmy w nich również via ferraty o trudności D-E. Szerokie spektrum użytkowania przez okres ponad roku pokazało, że buty z decathlonu za 150 zł mogą być dobre. Pomimo dość wątpliwej amortyzacji nigdy nie odbiłem w nich stóp, czy placów. Noga w bucie czuje się komfortowo i wygodnie. W butach poruszałem się w zakresie temperatur od 0 do 25 stopni celsjusza i w tym zakresie radziły sobie znakomicie. Na tatrzańskim granicie bieżnik trzyma relatywnie dobrze, na śliskich wapieniach już gorzej. W błocie buty zachowują się prawidłowo, na śniegu raczej nie bardzo. Dodam jeszcze, ze nad piętami, z tytułu buty posiadają wszyte tasiemki, umożliwiające przytroczenie ich do uprzęży.W tym zakresie byty również były testowane i zachowują się wzorowo.

Via ferrata kyssel, fot. Anita Gurbisz
Gerlach drogą Martina
Via ferrata Falbach


Jeżeli chodzi o wady, przede wszystkim butom doskwiera miękkość podeszwy. Na wąskich stopniach trzeba mocno usztywniać stopę, aby stabilnie stanąć. Sama konstrukcja buta również powinna być stabilniejsza i sztywniejsza, w szczególności w okolicach kostki. Noga w butach czuje się stabilnie, jednak wymaga to porządnego i dokładnego ich związania. Gdyby obuwie były twardsze, bo mieniałbym im nic do zarzucenia. Quechua NH500 również słabo radzą sobie z wodą. Zamszowa skóra bez impregnacji namaka szybko i schnie długo. W szczególności w miejscach, gdzie brakuje otoku - tj po bokach Podczas pokonywania odcinków trawiastych jest to bardzo problematyczne i sprawia, że buty koniecznie wymagają impregnacji. Dodam, iż przedmiotowych butów poza mną używa intensywnie również moja narzeczona i znajomi. Nikt nie ma do nich większych zastrzeżeń. 

Buty po roku intensywnego używania



Quechua NH500 są bardzo odporne na czynniki wewnętrzne i wytrzymałe. Po roku użytkowania w naprawdę trudnych warunkach zaczął poszczać jedynie jeden szew na zgięciu buta. Ostatnimi dniami zauważyłem również, iż w niektórych miejscach otok odkleił się na dosłownie 2-3 mm, ale w żadnym razie nie wpływa to na konstrukcję butów. Przy cenie 150 zł, według mnie obuwie są rewelacyjne. W poprzednich latach, w tym modelu butów ujawniły się problemy ze słabym materiałem wewnętrznym butów - wyściółką. U mnie jedynie w jednym, bucie zauważyłem niedawno drobne przetarcie, które nie wpływa na użytkowanie butów i jest efektem ich intensywnej eksploatacji. Moja narzeczona pierwszą parę Quechua NH 500 kupiła na początku 2017 roku i oddała na reklamację ze względu na przecieranie się materiału na zapiętkach. Została ona uwzględniona i w nowej parze butów, która otrzymała w zamian nie było już wskazanego problemu - widocznie został wyeliminowany przez producenta.






Pomimo intensywnego użytkowania bieżnik pozostał w poprawnej kondycji. Nie zauważyłem jego ponad standardowego starcia, zaś przyczepność butów do podłoża nie zmieniała się. Jedynie w przedniej części buta zużycie bieżnika było bardziej widoczne niż na podstawowym obszarze podeszwy.





Ze względu na pęknięcie szwa w dniu dzisiejszym zareklamowałem buty w sklepie. Otrzymałem nową parę. W międzyczasie producent z pewnością zaimpregnował skórzane boki butów, do wysokości ok. 3 cm nad stykiem z podeszwą. Zmiana zdecydowanie na plus. Podeszwa również wydaje się trochę twardsza. Za to cenię decathlon i jego podejście do reklamacji. Zobaczymy jak nowa para sprawdzi się w praktyce. 





Podsumowując Quechua NH500 to dobre buty za śmieszna cenę. W kwocie 150 zł wprost nie sposób znaleźć niczego tak trwałego, uniwersalnego i co więcej -  skórzanego. Stosunek ceny do jakości jest nie tylko dobry, ale rewelacyjny. Co prawda osoby poszukujące precyzyjnych butów podejściowych na ambitne przejścia nie będą z nich usatysfakcjonowane, jednak turyści i którzy nie chcą płacić za przejściówki dużych pieniędzy, a chciałyby otrzymać relatywnie dobre, uniwersalne buty "do wszystkiego", będą zadowolone. Ja, dokonując zakupu Quechua NH500 otrzymałem dokładnie to, czego potrzebowałem i tym faktem jestem przede wszystkim usatysfakcjonowany. Jeżeli ktoś kupując buty przejawia motywację zbliżoną do mnie, z czystym sercem polecam te obuwie. 


Konstrukcja – 3/5
Funkcjonalność – 4/5
Wygoda – 4/5
Wykonanie – 5/5
Trwałość/Niezwodność - 5/5

środa, 6 czerwca 2018

Kelnji Kiprun XT6 - test, recenzja, opinia

Zniesmaczony negatywnymi doświadczeniami z butami Adidas Kanadia 8 Trail, za namową wielu postronnych osób, skierowałem się do Decathlonu w celu zakupu nowych "kapci". Do tej pory miałem kilka zasad w przedmiocie doboru obuwia biegowego - między innymi taką, że butów do biegania z Decathlonu nie kupuję. Postanowiłem ją jednak złamać.
Gdy tylko otrzymałem potwierdzenie uwzględnienia reklamacji Adidas Kanadia, udałem się do decathlonu i kupiłem Kalenji Kiprun XT6. Akurat były na promocji i zapłaciłem za nie 189,99 zł. 

Na pierwszy rzut oka buty zrobiły bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim masywny bieżnik, w którym pokładałem wielkie nadzieje oraz solidna konstrukcja zapiętków, które bardzo dobrze trzymały stopę. W porównaniu do Adidas Kanadia, Kalenji były zdecydowanie bardziej masywne. Zwróciłem również uwagę na sznurówki - płaskie i sprawiające wrażenie solidnych. Po pierwszym założeniu butów wiedziałem, że dobrze będzie się nam współpracować, ponieważ są przeznaczone na stopę relatywnie wąską oraz dobrze trzymają piętę.
Pierwsze bieganie również wykazało pozytywne rezultaty - biega się wygodnie, nie ma uczucia, że but lata na nodze bądź przesuwa się (stale to uczucie towarzyszyło mi przy Cascadiach). Po pierwszym użyciu bieżnik dobrze zgryzł zarówno błoto, jak i śnieg. 

Przejdźmy teraz do właściwego użytkowania. Kalenji Kiprun XT6 miałem okazję użytkować przez cztery miesiące, podczas których były eksploatowane intensywnie. Zarówno na treningach jak i zawodach. Trudno oszacować, ile zrobiłem w nich kilometrów, ale podliczając, to około 600-800.  Akurat zdarzyło się, że używałem ich podczas przygotowań do egzaminu radcowskiego, podczas urlopu i z racji, że biegałem wtedy dość dużo w terenie, to i butom się oberwało. Poza treningami w Kalenji Kiprun XT6 przebiegłem :
- Rajd Dolnego Sanu - 110 km
- Likszor na orientację - 53 km
- Irokez rogaining - 75 km
- Kierat - 108 km
- Dusiołek górski - 53 km.
Jeżeli chodzi o wygodę butów i właściwości, to jest z nich bardzo zadowolony. Podczas żadnego biegu nie obiłem palców, nie odgniotłem stóp, nie miałem odcisków. Jedynie raz czy dwa drobne otarcia pojawiły się poniżej zewnętrznych kostek, jednak tylko w biegach 50 km i więcej. Po podklejeniu kostki taśmą kinesiotape nie było problemu. Poza tym mankamentem, w butach biegało się naprawdę komfortowo. Jeszcze raz porównując do Adidas Kanadia 8 Trail - naprawdę niebo, a ziemia. 
Biegałem w butach w temperaturze  - 20 i + 27, a za każdym razem czułem się komfortowo. Właściwości trakcyjne również mnie nie zawiodły - buty po prostu dobrze trzymają podłoże. Przyznam, że jedynie na skalistej nawierzchni nie miałem okazji dobrze ich przetestować, jednak na mokrej skale mało który but sprawuje się stabilnie. 
Okazało się również, że wąski kształt butów bardzo odpowiada moim stopom, zaś rozmiar jest świetnie dobrany. Nie miałem żadnych problemów z odbitymi paznokciami.
Dodać należy, że mimo agresywnego i głębokiego bieżnika w Kalnji Kiprun XT6 wygodnie biega się również po asfalcie. Nie zauważyłem uczucia kostki pod stopami, czy odbijania stopy na asfalcie. 

Podczas testów


Jeżeli chodzi o trwałość butów to w tym względzie wypadły one najsłabiej. Przed pierwszym biegiem jakie w nich wykonałem - Rajdem Dolnego Samu na 100 km, nie widać było śladów zużycia. Niestety RDS dał im poważnie w kość. W prawym bucie zaczęły puszczać szwy. W kilku miejscach, przede wszystkim na zgięciu buta. Trzeba jednak zauważyć, że zużycie buta na biegu na orientację w mojej ocenie może być nawet dwukrotnie większe niż na zwykłym ultra. Często trzeba przedzierać się przez krzewy, pola, potoki i niekiedy w buty po prostu wybijają się patyki czy gałęzie. Pomimo drobnych rozpruć postanowiłem  jednak, że buty jeszcze przetestuję.
Poniżej zdjęcia butów po RDS:











Na kolejnych biegach cholewka nie zużywała się zauważalnie, ale rozpad postępował. Gwoździem do trumny dla butów był jednak ostatni Kierat. Jeżeli chodzi o wygodę, to już dawno tak komfortowo nie przebiegłem ponad 100 km. Jednakże, gdy już doczyściłem buty, zauważyłem, że cholewka jest w strzępach. Szwy puściły w wielu miejscach w obu butach, na zgięciach powstały również dziury na wylot.
Nie oznacza to, że aktualnie w butach nie da się biegać - wprost przeciwnie. Zdjęcia butów po Kieracie zamieściłem poniżej.










Co ciekawe, trzeba nadmienić, że ponadprzeciętnie wytrzymałe okazało się sznurowanie. W tym miejscu nie zauważyłem ponadprzeciętnego zużycia. Bardzo dobrze zachowywała się podeszwa. Pomimo biegania również po asfalcie (myślę że asfalt to ok 30% ich przebiegu) bieżnik starł się jedynie nieznacznie, nie tracąc przy tym zupełnie nic ze swojej właściwości. Zauważyłem że jedynie w kilku miejscach kawałki bieżnika są wyrwane. Producent widać postawił na twardszą gumę i według mnie za to należy się zdecydowany pozytyw.

Mając na względzie powstałe wady zgłosiłem reklamację w sklepie, która z miejsca została uwzględniona. Zdawać by się mogło, że teraz powiem, iż buty są tragicznie i trzeba szukać czegoś lepszego. Otóż nie, ze względu na niską cenę i ponadprzeciętną wygodę oraz błyskawiczne uwzględnienie reklamacji, jednak z nich zadowolony. Co więcej - kupiłem już kolejne buty Kalenji. Tym razem Kalenji Kiprun XT7. Mam nadzieję, że będą trwalsze.

Podsumowując uważam, że każde wymogi należy zbilansować. Preferowałbym wygodne i wytrzymałe buty, jednak nie wiem, czy osiągnięcie jednego i drugiego parametru będzie możliwe. Kalenji Kiprun XT 6 nie są zbyt wytrzymałe, ale nie ma również tragedii. Nie rozpadły się, ale oczekiwałem od nich czegoś więcej. Ich wytrzymałość trzeba określić jako wyższą niż Adidas Canadia 8 Trail jednak niższą niż Adidas Response. Jednakże również nie do końca - zużycie podeszwy w Adidas Response było znacznie wyższe. Nie trafiłem więc póki co na but idealny. Pomimo wskazanych defektów, ze względu na bardzo korzystną politykę sklepu w zakresie reklamacji oraz ponadprzeciętną wygodę, uważam że warto podejść do tematu taktycznie, a nie konserwatywnie i zainwestować w buty z Decathlonu. Jestem przekonany, że na nogach przeciętnego biegacza, co więcej, nie biegającego na orientację, buty będą zużywały się mniej niż u mnie. Ponadto jeżeli coś będzie nie tak, to można je zareklamować i jeżeli faktycznie będą wadliwe to zostanie ona uwzględniona. 

Niebawem test Kalenji Kiprun XT 7. Niebawem, w zależności, ile wytrzymają :)

środa, 28 lutego 2018

Quechua Helium Wind 500 by decathlon - test, recenzja, opinia

Dziś przedstawiam test mojej jedynej i bardzo już spracowanej kurtki biegowej, tzw. wiatrówki. 

Zacznę od tego, że w 2014 roku uświadomiłem sobie, że potrzebuję kurtki biegowej przeciwwiatrowej, tzw. wiatrówki. W kurtkach przeciwdeszczowych nie lubiłem biegać nigdy, ze względu na ich znikomą oddychalność i powyższy kompleks pozostał mi do chwili obecnej. Równolegle nie lubię jednak wiatru i postanowiłem znaleźć na niego rozwiązanie.

Przy zakupie kurtki przyjąłem następujące założenia:
1. tylko i wyłącznie przeciwwiatrowa, bez membrany;
2. lekka ok 100 g;
3. pakowna;
4. wytrzymała;
5. z Kapturem;
6. tania - 200 zł Max.

Biorąc pod uwagę powyższe skierowałem się do decathlonu. Jako iż w dziale bieganie trail znalazłem jedynie kurtki bez kaptura, poszedłem na turystykę. Tam moim oczom ukazała się ona - kurtka Quechua Helium Wind 500, teoretycznie kurtka turystyczna.




PIERWSZE WRAŻENIA 

Na pierwszy rzut oka super - cieniutki materiał (chociaż budzący zastrzeżenia co do wytrzymałości), rażący po oczach kolor, pakowana do kieszonki na ramieniu, kaptur. Mankiety bez regulacji, z wszytą gumką, u dołu regulowana ściągaczem. W stosunku do kurtek biegowych trail posiadała jedyny mankament w postaci braku otworków wentylacyjnych pod pachami. Uznałem, że zniosę powyższą niedogodność. Nie powalał również krój - kurtka wydawała się stosunkowo obszerna w klatce, więc przy moim obwodzie - 96 cm, chociaż mierzę 182 cm wzrostu - kupiłem rozmiar M. Rok 2015 nie był jeszcze okresem, kiedy wszystko sprzedawano w wersji slim fit, więc uznałem, ze produkt jest warty ceny 129.90 zł, za którą ją kupiłem. 




UŻYTKOWANIE

Kurtki używam od wiosny 2014 roku do chwili obecnej i jestem z niej ogromnie zadowolony. To jeden z kilku najlepszych produktów biegowych, jakie kiedykolwiek kupiłem. Quechua Helium Wind 500 używam na każdym dystansie od 0 do 170 km i właściwie w każdej temperaturze, tj, do ok. 20 stopni Celsjusza. Kurtkę zakładam na siebie, jako drugą, bądź trzecią warstwę odzieży właściwie przez cały rok. Z pełną świadomością powiem, że jest to również (po butach) jeden z najbardziej uniwersalnych elementów odzieży biegowej w mojej szafie. 
Kurtka znajduje najlepsze zastosowanie, gdy wieje. Nie jest to jednak jedyne jej przeznaczenie. Nieraz ubieram ją, gdy po prostu mi zimno podczas biegu, jako dodatkową warstwę. Jest to również moja biegowa kurtka przeciwdeszczowa, która sprawdza się w 80% przypadków dżdżystej pogody. Jak wskazałem wyżej kurtek, przeciwdeszczowych właściwie nie używam, chyba że podczas ulewy. W innych przypadkach nieprzepuszczalna membrana powoduje, że biegacz w środku jest równie mokry, jakby był bez ubierania tego elementu odzieży. Helium Wind 500 świetnie znosi mżawkę. Chociaż przemaka, chroni przed wychłodzeniem i pozwala na komfortowy bieg w niesprzyjającej aurze.



Gdy wiatr staje się nieznośny, używam kaptura, który ma jednak tą wadę, że jest pozbawiony regulacji. Tymczasem świetnie sprawa się regulacja u dołu kurtki, która pozwala dobrze regulować termikę i tworzyć komfortowy mikroklimat we wnętrzu kurtki, w zależności od aury panującej na zewnątrz. 
Jeżeli chodzi o materiał pod względem użytkowym, to jest on wg. mnie taki, jaki powinien być, tzn. dobrze oddycha, ale jednocześnie chroni od wiatru podczas biegu. Co ciekawe, chociaż kurtka ma przeznaczenie turystyczne, zdecydowanie lepiej sprawdza się podczas biegania, gdyż przy niskiej intensywności wysiłku może sprawiać wrażenie przepuszczalności wiatru. 
Kurtka ma małą kieszonkę na lewym ramieniu, w której się ją przechowuje. Gdy mamy kurtkę na sobie można schować tam drobiazgi, jak kartę, czy klucze.



Różnie oceniać można  workowaty krój kurtki, choć ma on również swoje korzystne strony. Gdy biegamy bez plecaka odnosi się wrażenie, że kurtka mogłaby być bardziej dopasowana, jednak na zawodach często zamiast pod plecak biegowy,  Helium Wind 500 zakładam na ten element wyposażenia. Wtedy kurtka jest opięta, ale mieści pod sobą cały ekwipunek, plecy nie pocą się nadmiernie, zaś w razie ocieplenia/zmiany pogody można szybko ją zdjąć.  
Gdy nie wieje, ale pogoda jest niestabilna, kurtkę traktuje awaryjnie. Podczas zawodów trzymam ją schowaną w plecaku, zaś w czasie krótkich biegów - w "nerce" biegowej lub w ręku. To ostatnie zastosowanie, które praktykuję nader często, zmusiło mnie do inwencji twórczej i wprowadzenie zmian do kurtki. Helium Wind 500 nie ma bowiem elementu rozciągliwego, który można by nałożyć na dłoń i wygodnie ją nosić, gdy jest zwinięta. W kurtce zamontowano, co prawda małą pętelkę materiału, ale pozwala ona jedynie na włożenie tam palca. Aby wygodniej przenosić kurtkę w dłoni zdecydowałem się na doszycie wewnątrz kieszeni rozciągliwej taśmy, która znakomicie spełnia to zadanie (pisze o tym, gdyż niektóre wiatrówki mają fabrycznie wszytą taką taśmę do wygodnego przenoszenia kurtki w dłoni).



Na marginesie wskaże, że Helium WIND 500 ma u mnie zastosowanie również rowerowe, przy którym dobrze się sprawdza. Największym mankamentem w tym użyciu są zdecydowanie relatywnie krótkie rękawy, ze względu na dobrany przeze mnie rozmiar. Do okazjonalnego pokonywania kilometrów na dwóch kółkach jest w porządku, ale typowo na rower kupiłbym coś dedykowanego. 


MATERIAŁY, WYKONANIE 

Wbrew początkowym obawom o trwałość materiału, okazuje się jest on bardzo wytrzymały. Kurtka przeżyła ponad 4 lata biegania, i kilkaset treningów i zawodów. Nie sposób je wszystkie zliczyć. Do tego wielokrotnie używałem jej w biegach terenowych na orientacje, gdzie była narażona na zniszczenia mechaniczne. Mimo powyższego do chwili obecnej Quechua helium 500 jest w spaniałym stanie, próżno szukać na niej przetarć, czy dziur (aż sam się dziwię). Jakoś szycia również jest dobra. Jedynie raz musiałem poprawić szwy w okolicach kieszonki na ramieniu, ale porównując to do wymiaru użytkowania, to właściwie nie ma żadnego znaczenia. Materiał jest po prostu dobry, wykonanie bez zastrzeżeń. 


PODSUMOWANIE

Słowem zakończenia mogę podsumować moją współpracę z Quechua Wind 500 w samych superlatywach. Zdecydowanie było to jedno z najlepiej wydanych 130 zł na produkt biegowy. Polecam kurtkę do zastosowań poza turystycznych. teraz są już nowe wersje, ale mam nadzieję, że nie ustępują one poprzednikom. 
Po prostu polecam. Następną wiatrówkę również kupię z Decathlonu.




P.S. 
Obiło mi się o uszy, że zwęzili trochę krój kurtek biegowych.


Konstrukcja – 4/5
Funkcjonalność – 5/5
Wygoda – 5/5
Wykonanie – 5/5
Trwałość/Niezawodność - 5/5

Pozdrawiam


czwartek, 8 lutego 2018

Adidas Kanadia 8 Trail test, recenzja, opinia czyli jakich butów nie kupować

Jak wskazuje tytuł, dzisiejszy test będzie spontaniczny i niekorzystny. Pozytywnie nastawiony do terenowych butów Adidas Trail Response 21, w jakich biegałem poprzednio i które choć zniszczone awaryjnie służą mi do dziś, wiosną 2017 postanowiłem zakupić następne obuwie tej samej marki.


PIERWSZE WRAŻENIA 

Ocena aktualnych ofert sklepowych spowodowała, że pod względem parametrów i ceny odpowiadały mi buty Adidas Kanadia 8 Trial. Przeczytałem o nich kilka pozytywnych opinii, wizualnie i cenowo mi odpowiadały, więc się skusiłem. Adidas Kanadia 8 Trail zakupiłem na dużej promocji za 207 zł w Sklepie Biegacza. 

Gwoli przypomnienia moich wymagań w stosunku do butów biegowych terenowych wspomnę, że miały być tanie i wytrzymałe - jak poprzednie. Zważywszy, że w poprzednich najbardziej ucierpiał stan bieżnika, tym razem postanowiłem, że musi być on masywniejszy i bardziej agresywny.
Na pierwszy rzut oka buty wyglądały przyzwoicie, choć budziły pewne zastrzeżenia. Sznurowadła wydawały się jakieś dziwne i nietrwałe, cholewka trzymająca stopę i zapiętek -+miękkie, zaś obłożyny dziwnie wystające w przedniej części, jak w butach z otwartą przyszwą. Dobre wrażenie robił za to masywny bieżnik. Kolorystyka również mi się podobała. 


UŻYTKOWANIE

Buty przetestowałem w lesie i sprawdziły się dobrze. Bieżnik trzymał podłoże znakomicie. Niestety stopa nie zachowywała się już tak rewelacyjnie. Jak przewidywałem odczułem brak stabilności i obijanie palców o przednią część buta (co ciekawe w poprzednich Adidasach o tym samym rozmiarze ten problem nie występował). Butów przez ostatnie kilka miesięcy ogólnie używałem bardzo rzadko. Moim "wołem roboczym" na treningi pozostawały stare Adidasy Trial Response 21, których jakoś nie mogłem dobić. Adidas Kanadia 8 Trail używałem właściwie "od święta" czy od zawodów do zawodów. Przebiegłem w nich w sumie 4 dłuższe biegi - 50 km, 100 km, 170 km, 50 km i może dwa treningi. Daje to w sumie ok. 400 km pokonanych kilometrów. Zdecydowana większość w terenie.



W porównaniu do poprzedników - Adidas Trail Respons 21 - buty okazały się niewygodne. Cienkie podeszwy powodowały, że podeszwy po kilkudziesięciu kilometrach zaczynały boleć. To samo palce - które odbijały się o czubek buta. Jeszcze pokonanie 50 km w tym obuwiu nie stanowiło problemu, ale przy 100 km stopy bardzo bolały. Biegnąc 170 km Szlakiem Orlich Gniazd nabawiłem się najbardziej bolesnych "kalafiorów" na stopach w życiu. Każdy krok sprawiał ból. Nie wiem, czy to przez kiepskie ich smarowanie, czy z powodu butów, jednak fakt pozostaje faktem. 
W moim odczuciu, zmieniając buty z Adidas Trial Response 21 na Kanadia 8 Trail poczułem jakbym z Mercedesa przesiał się do Fiata. Nie żartuję. 

Buty na Szlaku Orlich Gniazd 2017



WYKONANIE, MATERIAŁY, TRWAŁOŚĆ

Pomimo niewielkiego zużycia buty zaczęły się niszczyć. Dokonując kolejnego porównania Kanadia Trail 8 do Trail Response 21, te pierwsze po ok 400 km były zniszczone jak poprzedniki po 1200 km. 
Cholewka buta, pomimo iż z pozoru sprawiała solidne wrażenie wizualne, zaczęła pękać na wgięciach butów. Przetarcia pojawiły się w tych miejscach w każdym bucie, po lewej i prawej stronie. Dodatkowo, na ostatnim biegu w styczniu rozerwała się odstająca obłożyna. Ten element buta był wyjątkowo nieudany, gdyż odstająca konstrukcja tyko prowokowała wystające z podłoża patyki do jej penetracji, co prędzej czy później musiało zakończyć się rozerwaniem. Dodatkowo wkładka wewnętrzna buta zaczęła się rozchodzić i miejscami strzępić. Jakby tego było mało, przerwało się każde ze sznurowadeł, które były kiepskiej jakości oraz nie trzymały związanego supła. Nie wiem czy powodem rwania sznurowadeł była ich mizerna trwałość, czy brak montażu w dziurkach na sznurowadła metalowych elementów zapobiegających ich przecieraniu się. Generalnie wytrzymałość butów to jeden wielki DRAMAT.

Właściwie urwana obłożyna

Trochę niewyraźnie widać, ale dziura już powstała.


W obuwiu najlepiej zachowywał się bieżnik, który nie uległ prawie w ogóle zużyciu. Jednakże było to spowodowane zapewne małym przebiegiem butów, jak i faktem, że uważałem, aby obuwie unikały twardej nawierzchni.

Naderwane sznurowadło, na chwilę przed pęknięciem. 
Pierwsze przebicie na wylot


Po przerwaniu obłożyny podczas styczniowego biegu tego roku zrezygnowałem ze współpracy z butami. oddałem je na reklamację, która na szczęście została uwzględniona. 
Na szczecie zrobiłem uprzednio zdjęcia obuwia, aby pokazać stopień jego destrukcji i podzielić się spostrzeżeniami. 


PODSUMOWANIE

Z pełną stanowczością odradzam wszystkim zakup tego obuwia. Niestety, ale poprzednie dobre doświadczenia a Adidasem zwiodły mnie i zachęciły do zakupu Kanadia 8 Trail. But okazał się po prostu niewypałem. Główne jego wady to miękkość cholewki, brak stabilności, słaby system sznurowania, niska trwałość wszystkiego poza podeszwą, wady konstrukcyjne, niski komfort noszenia. Niestety, ale Kanadia 8 Trail nie spełniła moich wymagań w żadnym zakresie, poza jednym. Wyłączną i jedyną zaleta obuwia poza uznana reklamacja jest dobra przyczepność bieżnika. Jednak to moim zdaniem za mało, żeby wydać za niego 207 zł, a co dopiero według ceny producenta - bagatela - 380 zł.

P.S. zachęcony opiniami szeregu znajomych, gdy tylko dostałem mail z uznaniem reklamacji i  deklaracją zwrotu gotówki, pobiegłem szybko do Decathlonu i kupiłem ich buty terenowe. Jak się sprawują opisze w przyszłości. 

Pozdrawiam. 

Konstrukcja – 3/5
Funkcjonalność – 3/5
Wygoda – 2/5
Wykonanie – 3/5
Trwałość/Niezawodność - 1/5

środa, 10 stycznia 2018

Asics Gel 1000 GT - test, recenzja, opinia

Dziś napiszę szybki test butów biegowych, typowych "szosówek". Mowa o Asics GT-1000 z którymi współpracuję już bardzo długo, tzn. od 2015 roku. Generalnie, jako iż jestem biegaczem amatorem z przebiegiem ok 2000-2300 km rocznie nie szlaję zbytnio z butami. Generalnie pomijając zużyte trepy, które regularnie dobijam w terenie, na bieżąco używam dwóch par but biegowych - w teren i szosowych. Nie potrzeba mi więcej i z perspektywy mojego funkcjonowania w takiej konfiguracji od 2013 roku jestem przykładem, że tak można trenować, startować i nie narzekać. W dwóch ostatnich testach opisywałem moje poprzednie buty terenowe, a tym razem pod lupę wezmę szosówki.


POCHODZENIE

Pierwszą parę Asics GT 1000 nabyłem wiosną 2015 roku, gdy moje poprzednie buty biegowe tej samej marki były już mocno zużyte (czytaj amortyzacji brak i po kilka dziur w każdym egzemplarzu). Dodam ze nie wiedziałem na początku, jakie bity kupię, ale miałem świadomość że będzie to Asics. Może jestem tendencyjny, ale GT-1000 to moja czwarta/piąta para szosówek Asics i kolejne buty biegowe też będą pochodzić od tego producenta. Dlaczego? Otóż Asicsy super układają mi się na stopie, mają dobrą amortyzację, są wygodne, dobrze oddychają, bieżnik się nie ściera. Po prostu dobre buty na szosę. W tym miejscu zakończę plusy wskazując dla odmiany, że biegowych butów w teren tej firmy nie kupię - według mnie są zbyt delikatne do "zadań specjalnych". Podsumowując, dla mnie w szosę tylko Asics, za to w teren tej firmy nie biorę nawet pod uwagę. 
Wracając do tematu modelu GT 1000 - nabyłem go za okazyjna cenę 269,99 zł i pierwszego dnia przystąpiłem do używania.


WYKONANIE, MATERIAŁY

Buty nie są szczególnie solidne, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Zdecydowanie przyciągają uwagę kolorem, gdyż moja pierwsza para była czerwona, zaś druga zielono - biała. Może mało to profesjonalne, ale buty według mnie są ładne. Dużą część obuwia pokrywa siatka, która odpowiada za znakomitą wentylację, ale budzi wątpliwości co do wytrzymałości. Konkretnie w tym modelu siatka nie jest typowa, ale wygląda jak jednolity materiał z powycinanymi porami wentylacyjnymi. But od czubków palców do wysokości podbicia ma miękką konstrukcję, za to pięta wykonana jest ze sztywnego materiału, który utrzymuje kostkę w stabilnej pozycji. Gdy zasznuruje buta mam wrażenie, że stopa "siedzi" stabilnie i pewnie. Aciscy produkowane są na specyficzną konstrukcję stopy. Pomijam, że dedykowane są na stopę normalna i pronującą, jednak buty sa zdecydowanie wąskie w kostce, za to mają stosunkowo szerokie śródstopie i dużo miejsca na palce. Więcej niż np. standardowe buty Adidasa i bez porównania z Salomonem, który jest zdecydowanie wąski. 
But ma relatywnie duży drop, zaś "obcas" wypełniony jest mocno sprężynującą pianką, która ma doskonałe właściwości amortyzujące.

Cracovia Maraton - jeszcze w czerwonej odsłonie



UŻYTKOWANIE

Asics Gt 1000 używam cały rok, pokonując w nich około 1000-1500 km w tym okresie. To mój najpopularniejszy but na treningi po pracy, w mieście. Przez to dystans jaki w nich pokonuję waha się od kilku do kilkudziesięciu kilometrów. Jako, Asics GT 1000 to buty szosowe, w których nie biegam ultra, więc najdłuższy dystans jaki ze mną przebyły to maraton.  We wszystkich tych zastosowaniach buty spisują się wyśmienicie. Czy biegnę 10 czy 30 km jest wygodnie, nic nie uwiera, nie ciśnie. Jak już poprzednio wskazałem stopa "siedzi" w bucie stabilnie, nie rusza się i nie obciera. Rozmiar dobrałem idealnie, tak, że nie miałem nigdy problemu z odbitymi paznokciami. Dobra amortyzacja sprawdza się na długich trasach, które przeważnie pokonuję i jest zdecydowanie wyczuwalna. Przeciwnicy tego udogodnienia nie byliby zapewne zachwyceni, jednak ja je doceniam. 

Cholewa buta na dzień obecny

Cholewa i podeszwa na dzień obecny


Jeżeli chodzi o Asics'y to w mojej ocenie buty nie należą do bardzo trwałych. W mojej współpracy z butami tej marki występuje właściwe prawidłowość zużycia. Mianowicie duży palec prawej stopy ma tendencję do przerywania szwa łączącego siatkę z usztywnieniem palców, przez co po jakimś czasie może tam powstać dziura. Jest to regułą, która zdarzyła się w czterech na pięć posiadanych przeze mnie par. Z tej pozycji muszę pochwalić producenta, który tylko raz nie uznał reklamacji, zaś generalnie jej zgłoszenie wiąże się z wymianą butów na nowe (w trzech przypadkach) i naprawą (w jednym przypadku).  Absolutnie nie uważam tego za wadę, jeżeli już to wina moje stopy. Tak było również w przypadku GT 1000. Jak wskazałem na początku, pierwsza parę nabyłem wiosna 2015 roku, zaś po roku producent zwrócił mi pieniądze. Kupiłem ten sam model za tą samą cenę. Tym samym buty, jakie aktualnie posiadam, używam od czerwca 2016 roku. W tym okresie przebiegły ze mną około 1500 km. Biorąc pod uwagę półtora roku użytkowania sprawują się nader dobrze. Nie stwierdziłem uszkodzeń, ani przetarć. Podeszwa trochę się starła, ale w użytkowaniu jest to nieodczuwalne. Duży palec standardowo wybił mi dziurę na szwie w prawym budzie, ale również standardowo została ona naprawiona. Lekkie ślady użytkowania pojawiły się na siatce, jednak usunąłem je za pomocą kawałka nitki i igły. Porównując do poprzednich modeli butów Ascis jakie posiadałem GT 1000 wydają się zdecydowanie solidniejsze. Przy tym zaznaczam, że nie dbam o buty, kilka razy je czyściłem, raz prałem w pralce. 
Podeszwa sprawuje się dobrze. Asics GT 1000 świetnie trzymają się na twardej powierzchni. Na szutrze i w terenie zdecydowanie gorzej, gdyż jest to buty typowo szosowy.  Wspomnę jednak, iż ze względu na przebieg, buty miały okazję kilkukrotnie być używane w ternie do nich nieprzystosowanych i sprawdził się. Ostatnie zdanie gwoli ciekawostki. Zimą, gdy chodniki i drogę przysypie śnieg, czy powierzchnie płaskie są oblodzone, używa dodatkowych raczków na buty. 

Stan podeszwy na dzień obecny




PODSUMOWANIE

Asics GT 1000 to po prostu dobre buty szosowe ze średniej półki. Jak dla mnie - amatora - wystarczające. Nie jestem szosowcem i startuję właściwie tylko w jednym szosowym maratonie rocznym, więc o startach się nie wypowiem. Na Cracovia Maraton 2016 wypadły dobrze. Skończyłem z czasem 3:12, nie mając na co narzekać. W Asicsach GT 1000 nie brakuje mi nic i po prostu nie mam negatywnych uwag. Gubię się już w nowych generacjach tego modelu i nie potrafię wskazać, którą reprezentuje posiada przeze mnie para, ale mam nadzieję, że w miarę rozwoju ich jakość nie uległa pogorszeniu. Buty mogę śmiało zarekomendować każdemu, kto systematycznie biega, startuje w terenie i na szosie trenuje z przymusu wynikającego z życia w mieście. W# tej sytuacji się z pewnością sprawdzą, czego jestem żywym przykładem. 
Przy tym zapewniam, że niniejszy post nie jest sponsorowany i nie otrzymałem żadnej korzyści za jego sporządzenie :).

Konstrukcja – 5/5
Funkcjonalność – 4/5
Wygoda – 5/5
Wykonanie – 4/5
Trwałość/Niezawodność - 5/5


Polecam i pozdrawiam

Tomasz Duda








wtorek, 19 grudnia 2017

Spodnie Dobsom R90 - test, recenzja, opinia

Witajcie,
Dzisiejszy post poświęcę kultowemu elementowi odzieży biegowej. Mowa o spodniach Dobsom R90, które przynajmniej z widzenia znane są sporej grupie biegaczy w ogóle i zdecydowanej większości biegaczy na orientację. Chyba niemal każdy z tego ostatniego grona natknął się na zawodników biegających w zabawnych cienkich spodniach, z wysokim ściągaczem powyżej kostki i regulacją poniżej kolan. Widok ludzi ubranych w "coś takiego" wprost wpisał się w kanon biegów na orientację i co najmniej części biegów ultra. 

Pokrótce opiszę w tym poście, jak spisuje się posiadany przeze mnie model i odpowiem na pytanie osób zastanawiających się, czy warto takowe kupić. 






POCHODZENIE

Odkąd zacząłem biegać na orientację, jt. kilka lat temu, niemal każdy zachwalał mi spodnie Dobsom R90. W pierwszej rozmowie byłem zaskoczony, że jakaś nieznana nikomu firma może robić dobrą i tak popularną rzecz, jednak w miarę napływu innych pozytywnych opinii, nabrałem wiary i przekonania. Spodni nie kupiłem jednak na początku przygody z bieganiem, ale długo się wzbraniałem. Nie było to spowodowane jednak wahaniem, czy niepewnością co do ich jakości, ale kwestią typowo materialną. Mianowicie spodnie od jakiegoś czasu podrożały i kosztują już niecałe 140 zł. Postanowiłem poszukać więc odzieży z drugiej ręki, tzn. na allegro z zamiarem oszczędzenia gotówki. Nie jest to produkt popularny i znalezienie interesującego używanego modelu zajęło mi trochę czasu. Ostatecznie kupiłem prawie nieużywane spodnie za niecałe 50 zł, jednak w rozmiarze S. Pomimo, iż według obliczeń najbardziej odpowiedni byłbym dla mnie M, postanowiłem zaryzykować. Ryzyko okazało się słuszne, z tego względu, iż spodnie okazały się odpowiednie. Byż może rozmiar M pasowałby lepiej, jednak na Skę nie mogę narzekać. Przy tym nadmieniam tą kwestię, gdyż świadczy niezbicie, że szwedzka rozmiarówka est znacznie zawyżona.  Przy moim wzroście 182 cm i 84 cm w pasie to jedyny element odzieży w tym rozmiarze, jakiego używam. Tym samym, jeżeli ktoś o wzroście 180-185 cm zastanawiałby się czy kupić M czy L, powinien wziąć mniejszy. 


WYKONANIE, MATERIAŁY

Spodnie są niezmiernie leciutkie, wykonane z leciutkiego poliestru, powleczonego teflonem. Klasycznym kolorem jest czarny, chociaż zdarzają się wersje niebieskie czy czerwone. Na górze spodni znajduje się mocny, elastyczny ściągacz, z przodu, po prawej stronie, na udzie umieszczono kieszonkę, zamykaną na zamek błyskawiczny - bardzo sprytne rozwiązanie. Spodnie nie są dopasowane, ale stosunkowo szerokie, w odróżnieniu od getrów, czy tzw. leginsów (jak kto woli). Moje z racji rozmiaru wyglądają na węższe niż w rzeczywistości. Poniżej kolana umieszczono ściągacz, pozwalający na regulowanie szerokości spodni w kolanie.  Z przodu i z tyłu łyski umieszczono po dwa elementy odblaskowe, które znakomicie sprawują się w nocy, sprawiając, że biegacz jest widoczny na drodze.  Spodnie w dolnej części zakończone są charakterystycznym ściągaczem bez możliwości regulacji, o szerokości około 10 cm. Z boku spodni, od dolnej części, do wysokości kilka centymetrów poniżej kolana umieszczono zamek błyskawiczny, pozwalający na zdejmowanie spodni bez konieczności ściągania butów. Spodnie miały być wiatroodporne, super wytrzymałe i nawet po części wodoodporne. 

Kieszonka wypchana drobiazgami



UŻYTKOWANIE

Odkąd kupiłem spodnie zacząłem w nich biegać. Dobsom R90 używam właściwie od października do kwietnia, w temperaturze poniżej 10 stopni Celcjusza, tzn, kiedy już w krótkich jest mi chłodno. Nie jest to spowodowane słabą oddychalnością spodni czy brakiem odprowadzania wilgoci, ale moim fetyszem. Po prostu wole biegać w krótkich spodenkach. Niemniej jednak większość moich biegowo-orientacyjnych kolegów biega w Dobsom R90 równo cały sezon bez przerwy, w zimie czy w lecie i nie narzekają. Spodnie dobrze oddychają, choć oczywiście czarne gorzej radzą sobie ze słońcem. Zawiodła mnie za to rzekoma wiatroodporność spodni. Niestety, ale ubrany w Dobsom R90 mocno odczuwałem wiatr, w szczególności w zimie. Jednak jestem świadomy, że poprawa wiatroodporności odbyłaby się za cenę oddychalności, której moim zdaniem ponosić nie powinien. Tym samym nie narzekam na wskazany parametr, ale jedynie sygnalizuję. 
Jeżeli chodzi o odporność to spodnie zdecydowanie dają radę w trudnym terenie. Przedzieranie się przez krzaki, śnieg, etc nie jest im straszne. Niestety, osobiście "poradziłem" sobie ze spodniami, kiedy przy wywrotce podajże na szutrze zrobiłem dziurę na kolanie. Świadczy to o fakcie, że można zniszczyć rzekomo niezniszczalne spodnie, jeżeli się tylko bardzo chce ;) Jednak przy pęknięciu materiał zachowywał się bardzo dobrze, tzn nie rozchodził się na boki i przedarcie nie ma tendencji do powiększania się. Powyższe zostało skrzętne przeze mnie zaszyte i spodnie "biegają" dalej. 




Jak wspominałem, bardzo fajna jest kieszonka, gdzie chowam różne drobiazgi, bądź telefon. Smartphone o przekątnej 5 cali mieści się tam znakomicie. Niestety kieszonka to prostokątny kawałek materiału naszyty na spodnie i w trakcie używania szew już zdążył puścić. Jakiś czas temu naprawiłem rozprucie za pomocą igły i nitki i do tej pory sprawuje się bardzo dobrze. 
Spodnie dobrze spisują się w deszczu, gdyż szybko mokną i błyskawicznie schną. 
Podsumowując, spodni Dobsom R90 używam podczas biegania na każdym dystansie od kilku km do 170 km. Najlepiej spisują się na długich biegach, tj. ok 100 km, gdzie nie ma zbyt dużej intensywności, za to przechodzimy przez szerokie spektrum temperatury. Używam ich zarówno podczas biegów na orientację, jak i biegów ultra. Standardowo, w typowym biegu na 100 km w marcu czy październiku ubieram zestaw dwuwarstwowy, tj. spodnie 3/4, długie skarpety biegowe, a na to Dobsom R90. Daje mi to możliwość komfortowego przetrwania nocy oraz ewentualnego pozbycia się górnej warstwy, gdyby słupek rtęci podniósł się zbyt wysoko. 

Doskonale widoczne elementy odblaskowe



PODSUMOWANIE

Dobsom R90 to wspaniałe spodnie do biegania. Osobiście, jestem bardzo zadowolony i jeżeli miałbym odpowiedzieć, czy są warte 140 zł - zdecydowanie każdej złotówki. Szerokie spektrum użytkowania właściwie o każdej porze roku, duża wytrzymałość i niezawodność to cechy na których chyba każdemu najbardziej zależy. Oczywiście z pewnością typowi biegacze ultra, przyzwyczajeni do obcisłych "portek" będą sceptyczni - jednak im również ten element odzieży mogę śmiało zarekomendować. Biegacz na orientację natomiast, aby za takiego się uważać wprost musi takie spodnie posiadać. 

Konstrukcja – 5/5
Funkcjonalność – 5/5
Wygoda – 5/5
Wykonanie – 4/5
Trwałość/Niezawodność - 5/5


Pozdrawiam




poniedziałek, 4 grudnia 2017

Scarpa Phantom 6000 - test, recenzja, opinia po 4 sezonach użytkowania

Witam wszystkich.

Dziś przedstawię test/ recenzję/ opinię jednych z moich butów wysokogórskich. Co więcej, będzie to relacja moich najbardziej profesjonalnych, ekstremalnych, ekspedycyjnych butów, w których przechodziłem 4 sezony, po czym zbyłem w lipcu bieżącego roku, w Peru...
Wypada również wspomnieć, że to najdroższe buty, jakie kupiłem w życiu.

Brzmi fajnie, a mowa o butach Scarpa Phantom 6000.


Zdjęcie poglądowe producenta


Pochodzenie
Buty nabyłem w 2013 roku, przed wyjazdem na Pik Lenina, za relatywnie niewysoką cenę. Nowa para kosztowała mnie 1470 zł.  Kupiłem rozmiar 46, czyli teoretycznie o jeden numer większe od butów biegowych i dwa numery większe od butów codziennych. dziwnym trafem okoliczności, wkładka z botku wewnętrznym była oznaczona nr 44 (wydaje mi się, że błędnie).  Jeżeli chodzi o przeznaczenie, to góry obuwie miało służyć typowo na wyjazdy w góry wysokie tj. powyżej 5000 m npm.  Zanim je nabyłem przeszukałem szereg konkurencyjnych egzemplarzy, jednak Scarpa Phantom 6000 wydawały mi się najlepsze. A dlaczego były konkurencyjne? Oto kilka punktów, na które zwracałem uwagę przy zakupie:
1. Waga - wolałem dołożyć trochę grosza i kupić buty ekspedycyjne niż np typowe skorupy;
2. Tzw. getry zewnętrzne oraz konstrukcja zamykana za zamek błyskawiczny;
3. Ciepłe, a jednocześnie nie typowo "himalajskie" obuwie (za taki typ uważam buty z ochraniaczem sięgającym niewiele poniżej kolana);
4. Podeszwa typu D, sztywna, ale jednocześnie elastyczna, pozwalająca na używanie obuwia do trekingów.
Scarpy spełniały wszystkie te warunki i wydawały się strzałem w dziesiątkę. 
Przy okazji napiszę, że buty kupiłem wraz z trzema kolegami, dlatego mam dość szeroki ogląd na sprawę i w tym poście napiszę również, jak zachowywały się ich buty.

Kirgistan 2013, Buty na pierwszym wyjeździe na Pik Lenina
Kirgistan 2013, sznurowanie



Wykonanie, materiały
Buty wykonane są solidnie i dokładnie. Nie stwierdziłem odklejających się elementów, czy wystających nitek. Scarpa Phantom 6000  sporządzono właściwie w całości z materiałów sztucznych. No może poza dosłownie marginalnymi wykończeniami (chociaż nie jestem w stanie stwierdzić, czy są one skórzane, czy to imitacja). Fani naturalnego charakteru mogą czuć się zniesmaczeni, jednak ja to całkowicie popieram, a nawet powiem, że jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie, gdyż pozwala na minimalizację absorbowania wody przez mokre buty i redukcję wagi. W efekcie w każdych warunkach obuwie naprawdę jak na swoje gabaryty są lekkie. 
Wewnętrzny botek niestety jest bardziej delikatny. Na szczęście ma podgumowaną podeszwę i ostrożnie można w nim poruszać się na biwaku, czy po ośnieżonym obozie. Ma przy tym budowę cienkiego nieprzepuszczalnego termosu, od wewnątrz podklejonego materiałem odbijającym ciepło. Nie oddycha, ale to chyba jest regułą w butach ekspedycyjnych.

Tatry 2014, po biwaku



Użytkowanie, czyli trudna współpraca

Najpierw opiszę spektrum użytkowania buta. Jest ono ekstremalnie szerokie. W butach walczyłem w Tatrach zimą, latem w Kaukazie, Pamirze, Ten-Szanie i w Andach. Znajomi, którzy kupowali ze mną Phantomy i mają je do dziś, używali ich również w Alpach latem. 
Warto przy tym wskazać, że buty służyły mi nie tylko "pod raki" i do człapania pomiędzy obozami w czasie ekspedycji, ale również sporo dosłownie PRZESZŁY. Wraz ze znajomymi uużywaliśmy butów niezgodnie z przeznaczeniem i nieraz celem minimalizacji wagi plecaka, szliśmy w nich kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt kilometrów zanim wreszcie znaleźliśmy się w bazie. Co więcej, podczas wyprawy na Khan Tengri w butach pokonaliśmy trekking ponad 60 km z Mayda Adir do Base Camp w ciągu pięciodniowego marszu po lodowcu. Był to niesamowity sprawdzian, szczególnie dla tego typu obuwia. 
Do typowej wspinaczki lodowej Scarpa Phantom 6000 nie używałem i nie chcę się wypowiadać, jak mogą służyć do tego celu (inni polecają :)). 

Kirgistan 2014, Trekking w kierunku Khan Tengri


Zacznijmy test od używania butów do celu, do jakiego nie były stworzone - trekkingu. Patrząc obiektywnie na to zastosowanie, nie jestem na buty obrażony, jednak zadowolony również nie bardzo. Przede wszystkim trzeba przyznać, że są one wytrzymałe, zarówno cała konstrukcja, jak i podeszwa, która znakomicie zniosła trekking w trudnym terenie. Wiem, że buty ekspedycyjne bywają robione typowo pod lód i śnieg, zaś na skałach mocno się niszczą. U mnie by się takowe rozleciały. Tymczasem Scarpa Phantom 6000 dały radę, i biorąc pod uwagę, że buty przeszły w sumie na pewno ponad 300 km, podeszwa po 4 sezonach była w naprawdę dobrym stanie. 
Co do komfortu trekkingu, to trzeba się przyzwyczaić, ze jest niewygodnie. Przy tym ja i moi znajomi mamy w tym temacie mieszane odczucia. Podczas trekkingu do BC pod Khan Tengri Phantom 6000 strasznie mnie obtarły. Co więcej, zawsze wykazywały tendencję, aby doprowadzać moje pięty do zagłady. Co ciekawe, koledzy w takich samych butach nie mieli tego problemu.  Być może to przez kształt mojej pięty, który nie jest kompatybilny z modelowym kształtem stopy forsowanym przez Scarpę. Nie wiem. Osobiście fakt obcierania przy trekkingu uważam za dużą, ale to bardzo dużą wadę. 
Kilometry trekkingu nauczyły mnie pewnej taktyki używania butów, którą się podzielę. Mianowice, komfort jest dużo większy, a obtarcia mniejsze, gdy co dwie godziny zatrzymujemy się, zdejmujemy buty i suszymy stopy i skarpety. 
Niemniej jednak trzeba przyznać,  że pomimo niewygody buty spełniały swoją rolę i nie zawiodły mnie w czasie marszu. Biorąc pod uwagę, że nie do tego zostały stworzone. 

Kirgistan 2014, Efekt trzech dni trekkingu w Scarpach
Kirgistan 2014, Tradycyjne suszenie stóp, co dwie godziny


Teraz przejdźmy do typowego użytkowania butów w warunkach śniegowo-lodowych. Tak jak wcześniej napisałem, na podejściach buty obrabiają pięty. Owszem, jeżeli działamy na zasadzie przejście od obozu do obozu i działamy jedynie przez kilka godzin w ciągu doby, to nie ma problemu, jednak już przy całodziennym marszu nawet po lodowcu, pięty dostają za swoje i już kolejnego dnia jeżeli zaserwujemy im podobny wysiłek, dostaniemy w nagrodę trwałe obdarcia skóry. Tak jak wskazałem, stopień oddziaływania butów na nogi zależy od predyspozycji konkretnego osobnika. Przy tym wypada mi wspomnieć, iż w przypadku innych butów nie mam problemu z obcieraniem pięt, w tym w innych twardych butach z podeszwami typu D. 
Scarapa Phantom 6000 kupiłem po to, aby w górach wysokich było mi ciepło, ze względu na predyspozycję moich stóp do marznięcia. Niestety, pod tym względem bardzo się zawiodłem. Przede wszystkim przy atakach szczytowych rozpoczynanych w nocy, nawet podczas podejścia nogi mi marzły. Stosowałem przy tym właściwie wszystkie metody, jakie zna himalaistyczno-alpinistyczny świat aby wyeliminować ten stan. Trzymałem botki i wkładki w śpiworze, a skorupy w namiocie, ogrzewałem przed założenie skorupy nad palnikiem, stosowałem podwójne skarpety z workiem foliowym.... I nie byłem zadowolony. Co więcej, mój atak szczytowy na Khan Tengri zakończył się właśnie z powodu utraty czucia w stopach i braku możliwości jego przywrócenia. Nie wiem jaki wpływ na powyższe ma kwestia rozmiaru, jednak z perspektywy czasu kupiłbym rozmiar większe, tj 47. Z tej perspektywy osobom, które decydują się na kupno Scarpa Phantom 6000 doradzam nabycie rozmiaru większego o dwa numery, od butów, które używacie standardowo.

Kirgistan 2014 - Obóz I pod Khan Tengri
Scarpa w akcji - Gruzja 2015, szczyt Tetnuldi


Buty znakomicie pracują na podejściach. Przede wszystkim podeszwa jest sztywna, a jednocześnie elastyczna, więc nie ma problemu z wybijaniem stopni w śniegu, ale również maszerowaniem. Buty dobrze radzą sobie na twardym śniegu i wspaniale współpracują z rakami. Co do tego nie mam zarzutów. 
Użytkowanie pokazało, że materiały są odporne na działanie śniegu, piachu, skał, ale również i raków ;) Materiałowego ochraniacza nie udało mi się zniszczyć. Przy tym ochraniacz nie jest zbędnym elementem. Zdecydowanie przydaje się podczas marszu w śniegu, gdzie po nałożeniu spodni na buty i zamknięciu całości ochraniaczem dostajemy solidny monolit odporny na wodę i śnieg, a przy tym trzymający nasze spodnie "w kupie". 
Zaznaczenia wymaga, że buty dobrze spisują się na skale. Podeszwa ma głęboki protektor, który nie ślizga się i pozwala na komfortową wspinaczkę. Twardość podeszwy daje możliwość zaczepienia rantu buta nawet w niewielki stopień.

Mont Blanc 2016 - Janusz w Scarpach Phantom 6000
Peru 2017, Buty w czasie 4 sezonu użytkowania



Uwagi użytkownika

Najsłabszym elementem Scarpa Phantom 6000 okazał się botek wewnętrzny. Według mnie jest zdecydowanie zbyt delikatny. Na szczecie ma gumową podeszwę i można wykorzystać go do czynności obozowych co często robiliśmy.
Fakt, iż buty obcierają pięty, wpływa także niekorzystnie na botki, które to zużywają się w zastraszającym tempie. Mój po dwóch sezonach był do wymiany i został wymieniony. Trochę polubownie, a trochę przy interwencji rzecznika konsumentów, sprzedawca zdecydował się uwzględnić reklamację i otrzymałem nową parę. Niestety kolejne botki również się wycierały, chociaż nie aż w takim stopniu jak poprzednie. 
Kilkustopniowy system zapinania butów, jest według mnie bardzo efektywny. Phantomy sznuruje się i zakłada szybko, zważywszy na fakt, że trzeba założyć de facto dwie pary butów na siebie. Analogicznie ze zdejmowaniem. 
Przy zakupie obuwia każdy otrzymał tubkę smaru do smarowania zamków błyskawicznych butów. Niestety chyba wszyscy ww. smar zgubili. Bez smarowania zamki działają zdecydowanie gorzej niż na początku, tzn. trudniej je rozpiąć. 
Posiadany przede mnie egzemplarz Scarpa Phantom 6000 sprzedałem po zakończeniu tegorocznej wyprawy do Peru. Nie było to spowodowane faktem, że nie byłem z butów zadowolony, ale otrzymałem za nie po prostu wysoką cenę, której w Polsce z pewnością bym nie dostał.

Peru 2017 - Scarpa Phantom na Urus Este



Podsumowanie

Mam nadzieję, że krytyczną ocenę butów nie zraziłem potencjalnych chętnych do ich nabycia. To naprawdę dobre obuwie i przede wszystkim funkcjonalne i praktyczne. Co więcej, pomimo moich również negatywnych doświadczeń, gdybym miał okazję zakupu Scarpa Phantom 6000 w atrakcyjnej cenie, to kupiłbym. Szczególnie ciekawi mnie najnowsza III wersja (testowane buty do II wersja), jednak zważywszy jej cenę, to nie grozi mi na razie jej nabycie. 
Jestem zwolennikiem poglądu, że buty do wszystkiego to buty do niczego. Niemniej jednak czasem potrzebujemy właśnie takiego typu obuwia - który nie boi się trekkingu po lodowcu, jak również  szczytów 7000 m npm. Scarpa jest w tym przypadku dobrym wyborem. 
Z doświadczenia powiem, że testowane buty najlepiej użytkować w wyprawach na szczyty przedziału  5000 - 7000 m npm. Poniżej jest zbyt ciepło, powyżej trzeba kupić już poważniejsze obuwie. 
Oczywiście nie jest to reguła i tak jak wskazałem, w Tatrach zimą również sobie poradzą. 
Tym samym, jeżeli ktoś poszukuje relatywnie uniwersalnych butów i celuje wyprawy w góry wysokie, ale nie najwyższe - polecam.
Dodam tylko, że dwóch moich znajomych, których powoływałem kilkukrotnie do chwili obecnej użytkuje przedmiotowe obuwie i ma się z nim dobrze. Na tyle dobrze, że w odróżnieniu ode mnie nie chciała sprzedawać butów w Peru. 

Kirgistan 2014, na biwaku poruszamy się w botkach


Peru 2017 , w Scarpach na Vallunraju


OCENA
Konstrukcja – 4/5
Funkcjonalność – 4/5
Wygoda – 3/5
Wykonanie – 4/5
Trwałość/Niezwodność - 3/5

Będę wdzięczny za komentarze. 
Dziękuję i pozdrawiam
Tomasz Duda