Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty górskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą buty górskie. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 lipca 2018

Quechua NH500 - test recenzja opinia tanich "podejściówek" z decathlonu

Od kiedy na poważnie zacząłem jeździć w Tatry na sposób turystyczno-wspinaczkowy, naturalną moją potrzebą stał się zakup butów podejściowych. Przyzwyczajony, iż trasy pokonuję głównie w obuwiu powyżej kostki, z ostrożnością podchodziłem  do  niskiego obuwia i nie zamierzałem wydać za nie kilkuset złotych. W konsekwencji oszczędnościowego podejścia do tematu, również oczywistym kierunkiem jaki obrałem, był decathlon. W sklepie, po krótkim poszukiwaniu, natknąłem się na buty Quechua NH500, które na.pierwszy rzut oka wyglądały na klasyczne podejściówki. Bardzo mnie one zaciekawiły i chociaż, iż po lekturze ich opisu zrozumiałem, że nie są to buty podejściowe, a jedynie tak się prezentują, postanowiłem zaryzykować i zainwestowałem w nie 149 zł. 

Quecha NH 500 w zakresie cholewki wykonane są w 80% ze skóry zamszowej, reszta jest poliestrowa. Znaczy to, że skórzana jest cała cholewka poza wyściółką. W przedniej i tylnej części buta umieszczono natomiast gumowy otok, który ma ochraniać palce przed obiciem, czy usztywniać piętę. Podeszwa jest dość cienka, bieżnik średniej głębokości. Niezbyt agresywny, ale również nie szosowy. Konstrukcja podeszwy i cholewki jest natomiast miękka. Podeszwa się łatwo zgina, zaś stopa w bucie nie jest usztywniona. Quechua NH500 są relatywnie płytkie i niskie. System sznurowania poprawny, pozwala na dobre dopasowanie obuwia do stopy. 

Quechua NH500 używałem na co dzień i podczas uprawniania aktywności outdoorowej. Pokonywałem w nich drogi w góry niższe i wyższe, przechodziłem via ferraty, jeździłem na rowerze. Podchodziłem w nich pod lodowiec do wysokości 3500 m npm, chodziłem po drogach wspinaczkowych w Tatrach do trudności II-III (grań Martina na Gerlach, grań Jordana). Moja narzeczona "na drugiego" przechodziła w nich drogi IV - kowe. Pomimo miękkiej podeszwy dały radę w Tatrach, czy Alpach jako buty podejściowe. Pokonywaliśmy w nich również via ferraty o trudności D-E. Szerokie spektrum użytkowania przez okres ponad roku pokazało, że buty z decathlonu za 150 zł mogą być dobre. Pomimo dość wątpliwej amortyzacji nigdy nie odbiłem w nich stóp, czy placów. Noga w bucie czuje się komfortowo i wygodnie. W butach poruszałem się w zakresie temperatur od 0 do 25 stopni celsjusza i w tym zakresie radziły sobie znakomicie. Na tatrzańskim granicie bieżnik trzyma relatywnie dobrze, na śliskich wapieniach już gorzej. W błocie buty zachowują się prawidłowo, na śniegu raczej nie bardzo. Dodam jeszcze, ze nad piętami, z tytułu buty posiadają wszyte tasiemki, umożliwiające przytroczenie ich do uprzęży.W tym zakresie byty również były testowane i zachowują się wzorowo.

Via ferrata kyssel, fot. Anita Gurbisz
Gerlach drogą Martina
Via ferrata Falbach


Jeżeli chodzi o wady, przede wszystkim butom doskwiera miękkość podeszwy. Na wąskich stopniach trzeba mocno usztywniać stopę, aby stabilnie stanąć. Sama konstrukcja buta również powinna być stabilniejsza i sztywniejsza, w szczególności w okolicach kostki. Noga w butach czuje się stabilnie, jednak wymaga to porządnego i dokładnego ich związania. Gdyby obuwie były twardsze, bo mieniałbym im nic do zarzucenia. Quechua NH500 również słabo radzą sobie z wodą. Zamszowa skóra bez impregnacji namaka szybko i schnie długo. W szczególności w miejscach, gdzie brakuje otoku - tj po bokach Podczas pokonywania odcinków trawiastych jest to bardzo problematyczne i sprawia, że buty koniecznie wymagają impregnacji. Dodam, iż przedmiotowych butów poza mną używa intensywnie również moja narzeczona i znajomi. Nikt nie ma do nich większych zastrzeżeń. 

Buty po roku intensywnego używania



Quechua NH500 są bardzo odporne na czynniki wewnętrzne i wytrzymałe. Po roku użytkowania w naprawdę trudnych warunkach zaczął poszczać jedynie jeden szew na zgięciu buta. Ostatnimi dniami zauważyłem również, iż w niektórych miejscach otok odkleił się na dosłownie 2-3 mm, ale w żadnym razie nie wpływa to na konstrukcję butów. Przy cenie 150 zł, według mnie obuwie są rewelacyjne. W poprzednich latach, w tym modelu butów ujawniły się problemy ze słabym materiałem wewnętrznym butów - wyściółką. U mnie jedynie w jednym, bucie zauważyłem niedawno drobne przetarcie, które nie wpływa na użytkowanie butów i jest efektem ich intensywnej eksploatacji. Moja narzeczona pierwszą parę Quechua NH 500 kupiła na początku 2017 roku i oddała na reklamację ze względu na przecieranie się materiału na zapiętkach. Została ona uwzględniona i w nowej parze butów, która otrzymała w zamian nie było już wskazanego problemu - widocznie został wyeliminowany przez producenta.






Pomimo intensywnego użytkowania bieżnik pozostał w poprawnej kondycji. Nie zauważyłem jego ponad standardowego starcia, zaś przyczepność butów do podłoża nie zmieniała się. Jedynie w przedniej części buta zużycie bieżnika było bardziej widoczne niż na podstawowym obszarze podeszwy.





Ze względu na pęknięcie szwa w dniu dzisiejszym zareklamowałem buty w sklepie. Otrzymałem nową parę. W międzyczasie producent z pewnością zaimpregnował skórzane boki butów, do wysokości ok. 3 cm nad stykiem z podeszwą. Zmiana zdecydowanie na plus. Podeszwa również wydaje się trochę twardsza. Za to cenię decathlon i jego podejście do reklamacji. Zobaczymy jak nowa para sprawdzi się w praktyce. 





Podsumowując Quechua NH500 to dobre buty za śmieszna cenę. W kwocie 150 zł wprost nie sposób znaleźć niczego tak trwałego, uniwersalnego i co więcej -  skórzanego. Stosunek ceny do jakości jest nie tylko dobry, ale rewelacyjny. Co prawda osoby poszukujące precyzyjnych butów podejściowych na ambitne przejścia nie będą z nich usatysfakcjonowane, jednak turyści i którzy nie chcą płacić za przejściówki dużych pieniędzy, a chciałyby otrzymać relatywnie dobre, uniwersalne buty "do wszystkiego", będą zadowolone. Ja, dokonując zakupu Quechua NH500 otrzymałem dokładnie to, czego potrzebowałem i tym faktem jestem przede wszystkim usatysfakcjonowany. Jeżeli ktoś kupując buty przejawia motywację zbliżoną do mnie, z czystym sercem polecam te obuwie. 


Konstrukcja – 3/5
Funkcjonalność – 4/5
Wygoda – 4/5
Wykonanie – 5/5
Trwałość/Niezwodność - 5/5

środa, 11 kwietnia 2018

Wymiana podeszwy Meind Island Pro, renowacja - moje perypetie.

Właściwie od drugiej połowy 2014 roku podeszwa w prawym bucie z pary moich leciwych Meindl Island Pro zaczęła się rozwarstwiać. Dokładnie przy samym czubie buta. O ile lewy egzemplarz w trakcie około 2000 km, jakie przebyłem w tych butach nie ucierpiał, to z prawej, "atakującej" strony było znacznie gorzej. 
Zniszczeniu uległa podeszwa z przodu buta, w miejscu jej połączenia z otokiem. Guma strzępiła się, po jakimś czasie odsłoniła otok, a w konsekwencji pod nim zrobiła się dziura, przez którą do butów dostawał się woda i błoto.

Dziura jaka jest, każdy widzi


Jako, iż w wilgotnych butach chodzi się niewygodnie, właściwie już z końcem 2014 roku podjąłem się próby ich naprawy. Na początku zajął się nimi zwykły szewc, który na czubie buta nakleił warstwę gumy, łączącą podeszwę z otokiem. W takiej konfiguracji obuwie nie wytrzymało zbyt długo i po kilkunastu/kilkudziesięciu kilometrach dziura znowu się pojawiła. 

Na tym etapie przyznam, że szkoda mi było wydawać 250 zł czy 280 zł na wymianę podeszw. W butach pokonałem jeszcze grubo ponad 100 km przez kolejne lata, kiedy to w Meindlach rzadko chodziłem, ze względu na zmianę trybu poruszania się po górach, z chodzonego na biegowy. Niemniej jednak buty były używane i za każdym razem dziura sprawiała problemy.

Po blisko 2 tys km stan podeszw "wołał o pomstę do nieba"


Podczas wyjazdu na Słowację w 2017 roku i przemoczeniu butów postanowiłem, że dłużej już tak nie będzie i stare Meindle trzeba wreszcie naprawić, ze względu na ww. dziurę oraz fakt, że podeszwa straciła właściwości trakcyjne. Zacząłem ślizgać się nawet na błocie, a na śniegu czy lodzie po prostu strach było chodzić. Postanowiłem również, że nie kupię nowych butów trekkingowych. Nie tylko ze względu ceny, ale przede wszystkim zważywszy na fakt, że buty przeszły ze mną kawał świata i właściwie w nich przeżyłem większość przygód opisanych na niniejszym blogu. Tym samym mają dla mnie wartość sentymentalną. 

Po dokonani researchu w sieci, ku mojej radości natknąłem się na firmę LARIX, która jako dystrybutor Meindla w Polsce świadczy usługi związane z serwisem pogwarancyjnym tej firmy. Wypełniłem formularz, wysłałem buty do LARIX, oni przekazali je dalej do Niemiec i tam je  mają naprawić. Oczywiście było ryzyko, że technicy niemieccy nie podejmą się naprawy i wtedy zapłacę koszty wysyłki. Jako, iż taka próba w mojej ocenie była opłacalna, zaryzykowałem. Niestety po kilku tygodniach przyszła decyzja odmowna: "Ustosunkowując się do zlecenia pogwarancyjnej naprawy butów Meindl informujemy, iż po ich otrzymaniu zostały one odesłane do ekspertyzy poza granicę kraju, bezpośrednio do firmy Meindl. Producent nie podjął się naprawy z uwagi na wysoki stopień zużycia obuwia (sucha, zdeformowana skóra wierzchnia i uszkodzona konstrukcja butów w części tylnej). Buty zostaną odesłane bez naprawy. W związku z powyższym proszę pokrycie kosztów przesyłki zwrotnej na terenie Polski (przesyłka kurierska GLS koszt 17,22pln lub przesyłka do paczkomatu Inpost koszt 10pln). "
Pieniądze za zwrot zapłaciłem, buty odebrałem i postanowiłem nie odpuszczać. Ponowiłem poszukiwania specjalistów w internecie, wysłałem szereg wiadomości i dokonałem zestawienia.

Naprawy zobowiązali się podjąc wszyscy "ankietowani". 
- Redpoind - 287,50 zł + wysyłka (podeszwa + otok, wymiana na podeszwę taką jak oryginalna Meindl Island);
- Hanzel - 220 zł (podeszwa, wymiana na podeszwę Vibram Baltra, wysyłka);
- i-szewc.pl - 230 zł podeszwa + 60 zł otok + wysyłka (podeszwa VIBRAM);
- szewc24.pl - 250 zł - 300 zł + wysyłka (podeszwa + otok VIBRAM "jeżeli będzie dostępny , bądź podeszwa innej marki).

Porównałem, pomyślałem i wybrałem Hanzela, który oferował najniższą cenę, a ponadto odradzał wymianę otoku. Posłuchałem sugestii i wysłałem buty. Przed zleceniem wymiany wskazano mi, że termin realizacji do 21 dni. Jakiż byłem zaskoczony, gdy już po 4 dniach otrzymałem telefon, że buty są gotowe i właśnie idą do wysyłki.






Obuwie odebrałem po kilku dniach od kuriera. Wymieniona podeszwa aż świeciła nowością. Samo wykonanie robiło dobre wrażenie - poprawne dopasowanie podeszwy, brak odstających elementów i innych detali wskazujących na oględne potraktowanie tematu. Póki co nie sprawdziłem butów w terenie, ale mam nadzieję, że się na nich nie zawiodę. Jeżeli coś będzie nie tak, z pewnością Was o tym poinformuję.

Buty przed kuracją


Pierwotnie na podeszwach miałem poprzestać z regeneracją Meindl Island Pro. Jednak, gdy już wymieniłem "gumy" pomyślałem, że dobrze byłoby zająć się karoserią. Niestety naprawy zapiętków nikt nie chciał się podjąć - wiec pozostały takie jak poprzednio - "dopasowane" do mojej stopy. Pozostawała skórzana cholewa, którą postanowiłem potraktować drogimi specyfikami firmy Saphir.



Ze względu na cenę tego typu produktów nie zdecydowałem się na wszystkie specyfiki do skóry, które w analizowanych przeze mnie renowacjach stosowano - kupiłem trzy, które w mojej ocenie teoretycznie powinny w miarę ogarniać temat. Chciałem buty wyczyścić, odżywić skórę i zaimpregnować. Kupiłem:1. Saphir Renomat - płyn do czyszczenia skóry;
2. Sahphir Oiled Leather Cuirs Gras - balsam ochronny do zamszu i nubuku;
3. Meindl Sport Wax - wosk do butów

Buty po kilku godzinach pracy z Saphir Renomat




Następnie zabrałem się do zabawy. Pierwszym etapem było ściągnięcie starej i przez lata gromadzonej warstwy wosku, impregnacji i tłuszczy. Żmudną robotę wykonywałem przy pomocy bawełnianych szmatek i Sphir Renomat. Aż trudno uwierzyć, ile starych warstw udało się ściągnąć, zanim ukazał się naturalny, pierwotny nubuk. Buty czyściłem etapami, kilka dni, łącznie spędzając nad tym około 4 godziny. Następnie buty wyszczotkowałem szczotką do nubuku.

Meindle po wtarciu balsamu



W drugim etapie obuwie zostało nasmarowane balsamem, szczególnie w miejscach, gdzie skóra powoli zaczęła pękać, tj. na wysokości śródstopia i zgięcia palców. Etap ten upłynął szybko, przyjemnie i bez problemów. Skóra, która wchłonęła balsam wyglądała na odżywioną i zdecydowanie bardziej miękką.

Nawoskowane i gotowe do akcji


Kolejnego dnia przystąpiłem do woskowania. Zgodnie z zasadą, że lepiej częściej, a mniej, nałożyłem na Meindle niewielką warstwę smarowidła za pomocą palca wskazującego (wbrew pozorom to najlepszy dla mnie sposób, gdyż szmatka chłonie zdecydowanie zbyt dużo wosku. Pozostało jedynie dać butom czas do wyschnięcia, następnie wyszczotkować je i gotowe. Opisane w kilku zdaniach, jednak cały proces trwał ponad tydzień. Ma nadzieję, że inwestycja w buty zaprocentuje i jeszcze kilka lat posłużą.

Pozdrawiam







poniedziałek, 4 grudnia 2017

Scarpa Phantom 6000 - test, recenzja, opinia po 4 sezonach użytkowania

Witam wszystkich.

Dziś przedstawię test/ recenzję/ opinię jednych z moich butów wysokogórskich. Co więcej, będzie to relacja moich najbardziej profesjonalnych, ekstremalnych, ekspedycyjnych butów, w których przechodziłem 4 sezony, po czym zbyłem w lipcu bieżącego roku, w Peru...
Wypada również wspomnieć, że to najdroższe buty, jakie kupiłem w życiu.

Brzmi fajnie, a mowa o butach Scarpa Phantom 6000.


Zdjęcie poglądowe producenta


Pochodzenie
Buty nabyłem w 2013 roku, przed wyjazdem na Pik Lenina, za relatywnie niewysoką cenę. Nowa para kosztowała mnie 1470 zł.  Kupiłem rozmiar 46, czyli teoretycznie o jeden numer większe od butów biegowych i dwa numery większe od butów codziennych. dziwnym trafem okoliczności, wkładka z botku wewnętrznym była oznaczona nr 44 (wydaje mi się, że błędnie).  Jeżeli chodzi o przeznaczenie, to góry obuwie miało służyć typowo na wyjazdy w góry wysokie tj. powyżej 5000 m npm.  Zanim je nabyłem przeszukałem szereg konkurencyjnych egzemplarzy, jednak Scarpa Phantom 6000 wydawały mi się najlepsze. A dlaczego były konkurencyjne? Oto kilka punktów, na które zwracałem uwagę przy zakupie:
1. Waga - wolałem dołożyć trochę grosza i kupić buty ekspedycyjne niż np typowe skorupy;
2. Tzw. getry zewnętrzne oraz konstrukcja zamykana za zamek błyskawiczny;
3. Ciepłe, a jednocześnie nie typowo "himalajskie" obuwie (za taki typ uważam buty z ochraniaczem sięgającym niewiele poniżej kolana);
4. Podeszwa typu D, sztywna, ale jednocześnie elastyczna, pozwalająca na używanie obuwia do trekingów.
Scarpy spełniały wszystkie te warunki i wydawały się strzałem w dziesiątkę. 
Przy okazji napiszę, że buty kupiłem wraz z trzema kolegami, dlatego mam dość szeroki ogląd na sprawę i w tym poście napiszę również, jak zachowywały się ich buty.

Kirgistan 2013, Buty na pierwszym wyjeździe na Pik Lenina
Kirgistan 2013, sznurowanie



Wykonanie, materiały
Buty wykonane są solidnie i dokładnie. Nie stwierdziłem odklejających się elementów, czy wystających nitek. Scarpa Phantom 6000  sporządzono właściwie w całości z materiałów sztucznych. No może poza dosłownie marginalnymi wykończeniami (chociaż nie jestem w stanie stwierdzić, czy są one skórzane, czy to imitacja). Fani naturalnego charakteru mogą czuć się zniesmaczeni, jednak ja to całkowicie popieram, a nawet powiem, że jest to zdecydowanie lepsze rozwiązanie, gdyż pozwala na minimalizację absorbowania wody przez mokre buty i redukcję wagi. W efekcie w każdych warunkach obuwie naprawdę jak na swoje gabaryty są lekkie. 
Wewnętrzny botek niestety jest bardziej delikatny. Na szczęście ma podgumowaną podeszwę i ostrożnie można w nim poruszać się na biwaku, czy po ośnieżonym obozie. Ma przy tym budowę cienkiego nieprzepuszczalnego termosu, od wewnątrz podklejonego materiałem odbijającym ciepło. Nie oddycha, ale to chyba jest regułą w butach ekspedycyjnych.

Tatry 2014, po biwaku



Użytkowanie, czyli trudna współpraca

Najpierw opiszę spektrum użytkowania buta. Jest ono ekstremalnie szerokie. W butach walczyłem w Tatrach zimą, latem w Kaukazie, Pamirze, Ten-Szanie i w Andach. Znajomi, którzy kupowali ze mną Phantomy i mają je do dziś, używali ich również w Alpach latem. 
Warto przy tym wskazać, że buty służyły mi nie tylko "pod raki" i do człapania pomiędzy obozami w czasie ekspedycji, ale również sporo dosłownie PRZESZŁY. Wraz ze znajomymi uużywaliśmy butów niezgodnie z przeznaczeniem i nieraz celem minimalizacji wagi plecaka, szliśmy w nich kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt kilometrów zanim wreszcie znaleźliśmy się w bazie. Co więcej, podczas wyprawy na Khan Tengri w butach pokonaliśmy trekking ponad 60 km z Mayda Adir do Base Camp w ciągu pięciodniowego marszu po lodowcu. Był to niesamowity sprawdzian, szczególnie dla tego typu obuwia. 
Do typowej wspinaczki lodowej Scarpa Phantom 6000 nie używałem i nie chcę się wypowiadać, jak mogą służyć do tego celu (inni polecają :)). 

Kirgistan 2014, Trekking w kierunku Khan Tengri


Zacznijmy test od używania butów do celu, do jakiego nie były stworzone - trekkingu. Patrząc obiektywnie na to zastosowanie, nie jestem na buty obrażony, jednak zadowolony również nie bardzo. Przede wszystkim trzeba przyznać, że są one wytrzymałe, zarówno cała konstrukcja, jak i podeszwa, która znakomicie zniosła trekking w trudnym terenie. Wiem, że buty ekspedycyjne bywają robione typowo pod lód i śnieg, zaś na skałach mocno się niszczą. U mnie by się takowe rozleciały. Tymczasem Scarpa Phantom 6000 dały radę, i biorąc pod uwagę, że buty przeszły w sumie na pewno ponad 300 km, podeszwa po 4 sezonach była w naprawdę dobrym stanie. 
Co do komfortu trekkingu, to trzeba się przyzwyczaić, ze jest niewygodnie. Przy tym ja i moi znajomi mamy w tym temacie mieszane odczucia. Podczas trekkingu do BC pod Khan Tengri Phantom 6000 strasznie mnie obtarły. Co więcej, zawsze wykazywały tendencję, aby doprowadzać moje pięty do zagłady. Co ciekawe, koledzy w takich samych butach nie mieli tego problemu.  Być może to przez kształt mojej pięty, który nie jest kompatybilny z modelowym kształtem stopy forsowanym przez Scarpę. Nie wiem. Osobiście fakt obcierania przy trekkingu uważam za dużą, ale to bardzo dużą wadę. 
Kilometry trekkingu nauczyły mnie pewnej taktyki używania butów, którą się podzielę. Mianowice, komfort jest dużo większy, a obtarcia mniejsze, gdy co dwie godziny zatrzymujemy się, zdejmujemy buty i suszymy stopy i skarpety. 
Niemniej jednak trzeba przyznać,  że pomimo niewygody buty spełniały swoją rolę i nie zawiodły mnie w czasie marszu. Biorąc pod uwagę, że nie do tego zostały stworzone. 

Kirgistan 2014, Efekt trzech dni trekkingu w Scarpach
Kirgistan 2014, Tradycyjne suszenie stóp, co dwie godziny


Teraz przejdźmy do typowego użytkowania butów w warunkach śniegowo-lodowych. Tak jak wcześniej napisałem, na podejściach buty obrabiają pięty. Owszem, jeżeli działamy na zasadzie przejście od obozu do obozu i działamy jedynie przez kilka godzin w ciągu doby, to nie ma problemu, jednak już przy całodziennym marszu nawet po lodowcu, pięty dostają za swoje i już kolejnego dnia jeżeli zaserwujemy im podobny wysiłek, dostaniemy w nagrodę trwałe obdarcia skóry. Tak jak wskazałem, stopień oddziaływania butów na nogi zależy od predyspozycji konkretnego osobnika. Przy tym wypada mi wspomnieć, iż w przypadku innych butów nie mam problemu z obcieraniem pięt, w tym w innych twardych butach z podeszwami typu D. 
Scarapa Phantom 6000 kupiłem po to, aby w górach wysokich było mi ciepło, ze względu na predyspozycję moich stóp do marznięcia. Niestety, pod tym względem bardzo się zawiodłem. Przede wszystkim przy atakach szczytowych rozpoczynanych w nocy, nawet podczas podejścia nogi mi marzły. Stosowałem przy tym właściwie wszystkie metody, jakie zna himalaistyczno-alpinistyczny świat aby wyeliminować ten stan. Trzymałem botki i wkładki w śpiworze, a skorupy w namiocie, ogrzewałem przed założenie skorupy nad palnikiem, stosowałem podwójne skarpety z workiem foliowym.... I nie byłem zadowolony. Co więcej, mój atak szczytowy na Khan Tengri zakończył się właśnie z powodu utraty czucia w stopach i braku możliwości jego przywrócenia. Nie wiem jaki wpływ na powyższe ma kwestia rozmiaru, jednak z perspektywy czasu kupiłbym rozmiar większe, tj 47. Z tej perspektywy osobom, które decydują się na kupno Scarpa Phantom 6000 doradzam nabycie rozmiaru większego o dwa numery, od butów, które używacie standardowo.

Kirgistan 2014 - Obóz I pod Khan Tengri
Scarpa w akcji - Gruzja 2015, szczyt Tetnuldi


Buty znakomicie pracują na podejściach. Przede wszystkim podeszwa jest sztywna, a jednocześnie elastyczna, więc nie ma problemu z wybijaniem stopni w śniegu, ale również maszerowaniem. Buty dobrze radzą sobie na twardym śniegu i wspaniale współpracują z rakami. Co do tego nie mam zarzutów. 
Użytkowanie pokazało, że materiały są odporne na działanie śniegu, piachu, skał, ale również i raków ;) Materiałowego ochraniacza nie udało mi się zniszczyć. Przy tym ochraniacz nie jest zbędnym elementem. Zdecydowanie przydaje się podczas marszu w śniegu, gdzie po nałożeniu spodni na buty i zamknięciu całości ochraniaczem dostajemy solidny monolit odporny na wodę i śnieg, a przy tym trzymający nasze spodnie "w kupie". 
Zaznaczenia wymaga, że buty dobrze spisują się na skale. Podeszwa ma głęboki protektor, który nie ślizga się i pozwala na komfortową wspinaczkę. Twardość podeszwy daje możliwość zaczepienia rantu buta nawet w niewielki stopień.

Mont Blanc 2016 - Janusz w Scarpach Phantom 6000
Peru 2017, Buty w czasie 4 sezonu użytkowania



Uwagi użytkownika

Najsłabszym elementem Scarpa Phantom 6000 okazał się botek wewnętrzny. Według mnie jest zdecydowanie zbyt delikatny. Na szczecie ma gumową podeszwę i można wykorzystać go do czynności obozowych co często robiliśmy.
Fakt, iż buty obcierają pięty, wpływa także niekorzystnie na botki, które to zużywają się w zastraszającym tempie. Mój po dwóch sezonach był do wymiany i został wymieniony. Trochę polubownie, a trochę przy interwencji rzecznika konsumentów, sprzedawca zdecydował się uwzględnić reklamację i otrzymałem nową parę. Niestety kolejne botki również się wycierały, chociaż nie aż w takim stopniu jak poprzednie. 
Kilkustopniowy system zapinania butów, jest według mnie bardzo efektywny. Phantomy sznuruje się i zakłada szybko, zważywszy na fakt, że trzeba założyć de facto dwie pary butów na siebie. Analogicznie ze zdejmowaniem. 
Przy zakupie obuwia każdy otrzymał tubkę smaru do smarowania zamków błyskawicznych butów. Niestety chyba wszyscy ww. smar zgubili. Bez smarowania zamki działają zdecydowanie gorzej niż na początku, tzn. trudniej je rozpiąć. 
Posiadany przede mnie egzemplarz Scarpa Phantom 6000 sprzedałem po zakończeniu tegorocznej wyprawy do Peru. Nie było to spowodowane faktem, że nie byłem z butów zadowolony, ale otrzymałem za nie po prostu wysoką cenę, której w Polsce z pewnością bym nie dostał.

Peru 2017 - Scarpa Phantom na Urus Este



Podsumowanie

Mam nadzieję, że krytyczną ocenę butów nie zraziłem potencjalnych chętnych do ich nabycia. To naprawdę dobre obuwie i przede wszystkim funkcjonalne i praktyczne. Co więcej, pomimo moich również negatywnych doświadczeń, gdybym miał okazję zakupu Scarpa Phantom 6000 w atrakcyjnej cenie, to kupiłbym. Szczególnie ciekawi mnie najnowsza III wersja (testowane buty do II wersja), jednak zważywszy jej cenę, to nie grozi mi na razie jej nabycie. 
Jestem zwolennikiem poglądu, że buty do wszystkiego to buty do niczego. Niemniej jednak czasem potrzebujemy właśnie takiego typu obuwia - który nie boi się trekkingu po lodowcu, jak również  szczytów 7000 m npm. Scarpa jest w tym przypadku dobrym wyborem. 
Z doświadczenia powiem, że testowane buty najlepiej użytkować w wyprawach na szczyty przedziału  5000 - 7000 m npm. Poniżej jest zbyt ciepło, powyżej trzeba kupić już poważniejsze obuwie. 
Oczywiście nie jest to reguła i tak jak wskazałem, w Tatrach zimą również sobie poradzą. 
Tym samym, jeżeli ktoś poszukuje relatywnie uniwersalnych butów i celuje wyprawy w góry wysokie, ale nie najwyższe - polecam.
Dodam tylko, że dwóch moich znajomych, których powoływałem kilkukrotnie do chwili obecnej użytkuje przedmiotowe obuwie i ma się z nim dobrze. Na tyle dobrze, że w odróżnieniu ode mnie nie chciała sprzedawać butów w Peru. 

Kirgistan 2014, na biwaku poruszamy się w botkach


Peru 2017 , w Scarpach na Vallunraju


OCENA
Konstrukcja – 4/5
Funkcjonalność – 4/5
Wygoda – 3/5
Wykonanie – 4/5
Trwałość/Niezwodność - 3/5

Będę wdzięczny za komentarze. 
Dziękuję i pozdrawiam
Tomasz Duda