Karczówka i świętokrzyski trail vol. 2
Sentyment do Gór Świętokrzyskich po raz kolejny obudził się we mnie podczas ostatniego pobytu w domu rodzinnym. Wszystko przyszło spontanicznie, ale odrobiną siły woli udało mi się zamienić zwykły wyjazd na wycieczkę krajoznawczą.
Wszystko zaczęło się w przedświąteczną środę, kiedy zostałem poproszony o pełnienie roli kierowcy do Kielc. Jako iż nie często ostatnio miałem ku temu okazję, prowadzić lubię i lepszymi zajęciami jakoś nie grzeszyłem, przyjąłem taką propozycję z zadowoleniem. Następnego dnia, przed południem wyjechałem. Droga zajęła około godziny, a czas ten upłynął w mgnieniu oka. Pogoda klarowna, wkoło kwitnący krajobraz i piękne widoki rodzinnych stron.
Dotarłszy do miejsca przeznaczenia, okazało się że dysponuję dłuższą chwilą wolnego czasu. W pewnym momencie mój wzrok obserwujący horyzont zatrzymał się na sylwetce kościoła na wzgórzu, górującego nad okolicą ponad kilometr dalej. Od razu skojarzyłem – przecież jestem niedaleko wzgórza Karczówki, na południowy zachód od centrum Kielc.
Karczówka to przede wszystkim wzniesienie wysokości 340 m npm, najwyższe w Paśmie Kadzielniańskim Gór Świętokrzyskich. Tu umiejscowiono rezerwat krajobrazowy o tej samej nazwie, stanowiący swoistą enklawę w centrum miasta. Do obiektu prowadzi żółty szlak spacerowy z Kielc, tu również początek swój bierze pieszy szlak czerwony.
Okolica porośnięta jest lasem sosnowym, a na szczycie stoi budowla sakralna. To kościół pw. Karola Boromeusza i klasztor powstały na początku XVII wieku, jako wotum za ominięcie miasta przez zarazę. Zespół początkowo zarządzany przez bernardynów, prezentuje mieszankę stylów architektonicznych – późnego renesansu i wczesnego baroku. Dziś pod opieką księży pallotynów, jest poddawany pracom renowacyjnym. Kościół aktualnie funkcjonuje…
Pomijając walory architektoniczne budowli Karczówka to moim zdaniem przede wszystkim bardzo urokliwe miejsce. Ze wzniesienia rozpościera się piękna panorama Kielc, przy czym jednocześnie panuje tu sielanka i spokój. Enklawa w środku wojewódzkiego miasta ma w sobie coś specyficznego, co charakteryzuje miejsca podobnego typu - przeskok z miejskiego zgiełku w spokój rezerwatu krajobrazowego.
Miejsce to chciałem odwiedzić już jakiś czas temu, kiedy zainteresowałem się nim, jadąc busem w kierunku Strawczyna. Zalesione wzniesienie w centrum miasta, na szczycie kościół. Od pierwszego spojrzenia przyciągnęło moją uwagę, a zainteresowanie pobudzał fakt, że kompletnie nie wiedziałem co to za miejsce i mimo częstych wizyt w Kielcach nie miałem o nim pojęcia. We wspomniany, przedświąteczny czwartek postanowiłem konstruktywnie spędzić wolny czas w Kielcach. Nie znając ułożenia ulic, instynktownie skierowałem się w kierunku wzgórza. Sylwetka kościoła bardzo dobrze wskazywała drogę. Niespełna pół godziny później byłem już na szczycie i byłem bardzo zadowolony ze spaceru. Choć czas pozwolił mi tylko na pobieżne obejrzenie rezerwatu i zespołu sakralnego, mam nadzieje rychle to wrócić i zachęcam do odwiedzenia tego miejsca.
Podczas powrotu z Kielc postanowiłem skorzystać natomiast z okazji i „złapać” jeszcze trail w malowniczych okolicznościach przyrody. Za obszar eksploracji obrałem Chęciny i o wizytę w tej miejscowości przedłużyłem sobie drogę do domu. Zatrzymałem się na parkingu „Biedronki”, kilometr od centrum miasta, przebrałem i trochę nierozważnie bo bez rozgrzewki rozpocząłem wolny trucht w kierunku górującego nad miejscowością zamku.
Za pierwszy cel obrałem sobie znalezienie żółtego szlaku turystycznego, który miał stać się główną osią biegu. Zamiast podążyć do remontowanego centrum Chęcin skręciłem bardziej na lewo i skierowałem się ku budynkowi kościoła niezbyt stromym podbiegiem. Od budowli skręciłem w kierunku wzgórza i po chwili natknąłem się na żółte znaczki. Szlak początkowo prowadził trawersem, a następnie wzdłuż granicy lasu wspinał się na wzgórze zamkowe. Nastromienie było dość znaczne i najbardziej odczułem je w palących mięśniach ud. Kilka minut później, stałem już przed bramą charakterystycznego zamku „kazimierzowskiego”, skąd roztaczała się wspaniała panorama na kwitnącą okolicę. Do klimatycznej budowli nie miałem zamiaru dziś wchodzić – w środku byłem nie raz, a tego dnia nie chodziło o zwiedzanie. Zatrzymałem się tu na kilkadziesiąt sekund, zrobiłem parę zdjęć i ruszyłem w dalszą drogę.
Ze wzgórza zamkowego (355 m npm) szlak żółty schodził prosto w dół. Nie sprzyjało to bieganiu, ale krótki odcinek po skałkach pokonałem dość szybko. Gdy teren stał się bardziej płogi, bieg nabrał prawdziwego znaczenia. Początkowo lasem, następnie drogą pokonywałem kolejne odcinki. Niebawem skręciłem w prawo, tym razem biegnąc za wskazaniami zielonej ścieżki edukacyjnej. Tu po przelotnym pobycie w lesie, czekał mnie coraz bardziej stromy podbieg na górę Rzepkę (357 m npm). Wzniesienie w większości zadrzewione, od wschodniej strony zakończone jest malowniczym urwiskiem, stanowiącym pozostałość po kamieniołomie. Ze szczytu rozpościera się piękna panorama na południowe pasma Gór Świętokrzyskich i dolinę Białej Nidy. Zobaczyłem stąd mój kolejny cel, czyli niewysokie pasmo Chrostyni.
Z góry Rzepki zbiegłem na południe, długim i niezbyt stromym stokiem, podziwiając rozległe widoki zielonej doliny. Niebawem dotarłem do zabudowań miejscowości Korzecko, dbając o to żeby trafić za nielicznymi oznaczeniami i klucząc obok zabudowań. Czwarty kilometr rozpocząłem już na podbiegu kolejnego pasma wzniesień. Ścieżka najpierw kryła się w lesie, następnie biegła trawersem wśród drzew, aby wreszcie łagodnym terenem znaleźć się na grzbiecie wzniesień. Pierwszym wzgórzem jakie minąłem były Glinianki (335 m npm). Szlak prowadził dalej drogą po grzbiecie i wśród lasu. Sucha, miękka ścieżka, zieleniące się drzewa po drodze i intensywne słońce przebijające się przez korony drzew. Te okoliczności stanowiły wspaniałe otoczenie po pokonywania kilometrów.
Pasmem biegłem jeszcze kilka minut , a zawróciłem niedługo po osiągnięciu siódmego kilometra, gdy szlak zaczął schodzić w dół z głównego grzbietu.
Powrotna droga okazała się równie przyjemna. Pasmo pokonałem bardzo szybko i biegnąc po znanej ścieżce, dotarłem do miejscowości osiągnąwszy drogę, którą teraz kierowałem się do Chęcin. W drodze powrotnej nie biegłem już przez górę Rzepkę, ale stricte za znakami szlaku żółtego. Zaczął się długi podbieg, który choć łagodny przypomniał mi, że jednak ponad dziesięć kilometrów pokonałem już po naturalnym i pagórkowatym terenie.
Od rozpoczęcia biegu minęła już ponad godzina, gdy dotarłem do podnóża góry Zamkowej. Okolica ciągle poddawana pracom remontowym była trochę opustoszała. Za ostatni podbieg zabrałem się niespiesznie, truchtając wśród lasu. Kilkadziesiąt metrów skalistego odcinka do bramy zamkowej w górę pokonałem przeskakując po skałach. Zadowolony ale szczęśliwy spojrzałem ostatni raz na panoramę wieczornych Gór Świętokrzyskich. Chwilę później pędziłem na złamanie karku w kierunku północnym. Najpierw do zamku, następnie w kierunku centrum i do samochodu, pod Biedrę :).
Opisaną przeze mnie trasę w okolicach Chęcin proponuję każdemu miłośnikowi traili, którzy dysponuje odrobiną wolnego czasu. Pokonany przez mnie odcinek mierzy 14 kilometrów i niecałe 300 m różnicy wzniesień, wiedzie urozmaiconym i suchym terenem. Po drodze wspaniałe widoki, klimatyczne otoczenie i zabytki architektury. Warto.
Pozdrawiam.
Endomondo:
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Świętokrzyskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Góry Świętokrzyskie. Pokaż wszystkie posty
środa, 7 maja 2014
czwartek, 20 marca 2014
Świętokrzyski trail – z Nieskurzowa na Święty Krzyż szlakiem czerwonym
Świętokrzyski trail – z Nieskurzowa na Święty Krzyż szlakiem czerwonym
Wykorzystując piękną, prawdziwie wiosenną pogodę, wymyśliłem sobie bieg terenowy z prawdziwego zdarzenia. Właściwie nie była to idea pojawiająca się z euforią pięknej niedzieli, a bardziej pomysł z ubiegłoroczny, który jakoś nie mógł doczekać się realizacji. W końcu trzeba było rozprostować kości i wykonać wybieganie w terenie, w Górach Świętokrzyskich.
Główną osią natarcia mojego trailu stanowi najpopularniejszy szlak turystyczny Gór Świętokrzyskich – szlak czerwony im. Edmunda Massalskiego. Ostatnimi laty przeszedłem go odcinkami i w pamięci pozostała mi ciekawa ścieżka z niezbyt wymagającymi podbiegami i zejściami, przyjemną nawierzchnią i relatywnie niewielką ilością błota po drodze. Dla amatora biegów terenowych – na początek jak znalazł. Ustaliłem więc sprawy logistyczne, transport i obrałem dystans na około 20km – takie średnio-dłuższe wybieganie, które w terenie pewnie i z przewyższeniami pewnie solidnie da w kość. Plan przewidywał dojechanie do Nieskurzowa i bieg na północ do przełęczy Karczmarka. Następnie powinienem wstrzelić się w szlak i nim biec aż na Święty Krzyż. Truchtem, bez pośpiechu, niedzielny chill.
Jak postanowiłem, tak wziąłem się do dzieła. Z samochodu wyskoczyłem na skrzyżowaniu dróg w Nieskurzowie (gdzie kończy się asfalt i zaczyna szutr) i po krótkiej rozgrzewce obrałem kierunekna północ. Pierwszy kilometr prawie zaprowadził mnie na przełęcz. Droga utwardzona, wygodna nie sprawiała problemów. Początkowo wysoka temperatura, w lesie okazałą się wrażeniem złudnym, zastąpił ją orzeźwiający wietrzyk, nawet przyjemniejszy z perspektywy biegacza.
Na przełęczy Karczmarka jestem już po 7 minutach truchtu. Bez problemu znajduje szlak, którego oznaczenia zostały niedawno zrewitalizowane. Przy wejściu na szlak wita mnie wielka kałuża, jednak z czasem okazuje się, że obawy co do stanu ścieżki są bezpodstawne. Leśna dróżka jest właściwie pozbawiona błota i uprzątnięta z powalonych drzew. Tylko kilkukrotnie trzeba obiegać kałuże, czy większe konary. Szlak wiedzie łagodnym podbiegiem przez zalesiony grzbiet Szczytniaka, aż na jego wierzchołek.
Na tym najwyższym wzniesieniu Pasma Jeleniowskiego (Szczytaniak – 554 m) jestem już po 30 minutach. Pogoda dopisuje. Słońce, delikatny wiatr, przez pozbawione drzewa liści widać zarysy miejscowości w dole. Odbijam tu około stu metrów na północ i robię zdjęcia małemu, ale jakże urokliwemu gołoborzu.
Zbieganie ze Szczytaniaka nie nastręcza problemów. Kilkaset metrów bardziej stromego stoku pokonuję marszobiegiem, a dalej puszczam się w trucht, po równej i przyjemnej ścieżce. Na około ósmym kilometrze zwalniam, co spowodowane jest większą ilością błota, które trzeba ominąć lasem.
Niebawem wybiegam z lasu na przełęcz Jeleniowską i docieram do utwardzanej drogi, którą podążam kilkaset metrów. W oddali po lewej stronie widać już przyszły cel, czyli masyw Góry Jeleniowskiej (533 m). Twarda nawierzchnia kończy się po kilku minutach, gdy szlak czerwony skręca o 90 stopni w lewo, do lasu. Podbieg na Górę Jeleniowską jest już bardziej wymagający. Początkowo łagodnie, po kilkuset metrach staje dęba i zmusza do przejścia w marsz. Szkoda się zarzynać. Bardziej strome odcinki idę, a gdy teren się wypłaszcza, przechodzę w bieg. Na szczyt Góry Jeleniowskiej wbiegam po godzinie od rozpoczęcia trailu. W nogach mam już prawie dziesięć kilometrów, ale nie zatrzymuję się tutaj w ogóle.
Łagodnym stokiem zbiegam do miejscowości. Kilometr dalej las kończy się, a po prawej stronie roztacza wspaniały widok na mój cel - Łysą Górę (594 m). Przed Paprocicami szlak czerwony prowadzi polnymi wąwozami. W wieczornym słońcu są dość urokliwe i tutaj pierwszy raz na trasie widzę śnieg, który w zagłębieniach jeszcze nie zdążył stopnieć.
Jeszcze przed skrzyżowaniem z drogą główną zaczyna się podbieg i trzynasty kilometr trasy. Przecinam arterię Łagów-Nowa Słupia po czym skręcam w prawo. Czeka mnie solidny podbieg pod górę, na szczęście drogą asfaltową. Przy ścianie lasu zatrzymuję się na chwile, gdyż nogi już dają o sobie znać.
Drogowskaz wskazuje bieg szlaku i kieruje mnie w lewo. Tutaj teren jest już relatywnie płaski. Uważnie szukam znaków, gdyż ten kilkuset metrowy odcinek stanowi dla mnie jedyną tabula rasę na całym szlaku Edmunda Massalskiego. Jak to w życiu bywa, mam szczęście trafić na wycinkę i oznaczeń próżno mi szukać. Intuicyjnie wybieram drogę, jak się wkrótce okazuje – właściwą. Szczytu wzniesienia, przez które przebiegam (Kobyla Góra – 391 m) nawet nie odczuwam, przypominając sobie o nim dopiero gdy szlak prowadzi dosyć stromo w dół. Przed linią lasu trzeba jeszcze przeskoczyć niewielki strumyk i po krótkim odcinku polna drogą docieram do Trzcianki i kolejnej drogi wojewódzkiej.
Słońce chyli się ku linii horyzontu gdy zaczynam ostatni dziś podbieg – na Łysą Górę. Niebawem docieram do granicy Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Sam podbieg na niespełna 600 metrowe wzniesienie, choć mierzy trzy i pół kilometra długości, do stromych nie należy i da radę przebiec go w całości. Przy tym ostatnim odcinku nogi mi jednak na to nie pozwalają. Na podejściu w terenie ciężko utrzymać dobre tempo, a oddech skraca się niemiłosiernie. Kilka razy przechodzę w marsz, ale po chwili motywuję się do biegu. Po dwudziestu minutach widzę już ostatni podbieg na grzbiet, a zza drzew przebija się oświetlona bryła klasztoru na Świętym Krzyżu.
Na szczyt Łysej Góry docieram po 1:50 h biegu, pokonując odcinek 17 km terenem i 622 m podbiegów. Tutaj kończę trail. Kończę umownie, gdyż jeszcze biegam po okolicy, a już w szarówce zbiegam do Nowej Słupii, na co trzeba doliczyć jeszcze około 4 kilometry, kalkulując trasę.
Po Górach Świętokrzyskich biega się naprawdę wspaniale. Polecam wszystkim amatorom traili i kontaktu z terenem. Otoczenie urozmaicone, choć bez przesady, a gdy człowiek chce to i zmęczyć się zdoła. Gwarantuję ;) Trasę można lepiej rozłożyć w czasie i trochę przedłużyć względem mojej. Dobrym pomysłem wydaje się rozpoczęcie biegu na skraju szlaku – w Gołoszycach, przy drodze Opatów- Kielce. Będzie to około 7 kilometrów więcej.
Pozdrawiam
Wykorzystując piękną, prawdziwie wiosenną pogodę, wymyśliłem sobie bieg terenowy z prawdziwego zdarzenia. Właściwie nie była to idea pojawiająca się z euforią pięknej niedzieli, a bardziej pomysł z ubiegłoroczny, który jakoś nie mógł doczekać się realizacji. W końcu trzeba było rozprostować kości i wykonać wybieganie w terenie, w Górach Świętokrzyskich.
Główną osią natarcia mojego trailu stanowi najpopularniejszy szlak turystyczny Gór Świętokrzyskich – szlak czerwony im. Edmunda Massalskiego. Ostatnimi laty przeszedłem go odcinkami i w pamięci pozostała mi ciekawa ścieżka z niezbyt wymagającymi podbiegami i zejściami, przyjemną nawierzchnią i relatywnie niewielką ilością błota po drodze. Dla amatora biegów terenowych – na początek jak znalazł. Ustaliłem więc sprawy logistyczne, transport i obrałem dystans na około 20km – takie średnio-dłuższe wybieganie, które w terenie pewnie i z przewyższeniami pewnie solidnie da w kość. Plan przewidywał dojechanie do Nieskurzowa i bieg na północ do przełęczy Karczmarka. Następnie powinienem wstrzelić się w szlak i nim biec aż na Święty Krzyż. Truchtem, bez pośpiechu, niedzielny chill.
![]() |
| Nieskurzów |
Jak postanowiłem, tak wziąłem się do dzieła. Z samochodu wyskoczyłem na skrzyżowaniu dróg w Nieskurzowie (gdzie kończy się asfalt i zaczyna szutr) i po krótkiej rozgrzewce obrałem kierunekna północ. Pierwszy kilometr prawie zaprowadził mnie na przełęcz. Droga utwardzona, wygodna nie sprawiała problemów. Początkowo wysoka temperatura, w lesie okazałą się wrażeniem złudnym, zastąpił ją orzeźwiający wietrzyk, nawet przyjemniejszy z perspektywy biegacza.
Na przełęczy Karczmarka jestem już po 7 minutach truchtu. Bez problemu znajduje szlak, którego oznaczenia zostały niedawno zrewitalizowane. Przy wejściu na szlak wita mnie wielka kałuża, jednak z czasem okazuje się, że obawy co do stanu ścieżki są bezpodstawne. Leśna dróżka jest właściwie pozbawiona błota i uprzątnięta z powalonych drzew. Tylko kilkukrotnie trzeba obiegać kałuże, czy większe konary. Szlak wiedzie łagodnym podbiegiem przez zalesiony grzbiet Szczytniaka, aż na jego wierzchołek.
![]() |
| Szczyt Szczytniaka :) |
Na tym najwyższym wzniesieniu Pasma Jeleniowskiego (Szczytaniak – 554 m) jestem już po 30 minutach. Pogoda dopisuje. Słońce, delikatny wiatr, przez pozbawione drzewa liści widać zarysy miejscowości w dole. Odbijam tu około stu metrów na północ i robię zdjęcia małemu, ale jakże urokliwemu gołoborzu.
Zbieganie ze Szczytaniaka nie nastręcza problemów. Kilkaset metrów bardziej stromego stoku pokonuję marszobiegiem, a dalej puszczam się w trucht, po równej i przyjemnej ścieżce. Na około ósmym kilometrze zwalniam, co spowodowane jest większą ilością błota, które trzeba ominąć lasem.
![]() |
| Góra Jeleniowska |
Niebawem wybiegam z lasu na przełęcz Jeleniowską i docieram do utwardzanej drogi, którą podążam kilkaset metrów. W oddali po lewej stronie widać już przyszły cel, czyli masyw Góry Jeleniowskiej (533 m). Twarda nawierzchnia kończy się po kilku minutach, gdy szlak czerwony skręca o 90 stopni w lewo, do lasu. Podbieg na Górę Jeleniowską jest już bardziej wymagający. Początkowo łagodnie, po kilkuset metrach staje dęba i zmusza do przejścia w marsz. Szkoda się zarzynać. Bardziej strome odcinki idę, a gdy teren się wypłaszcza, przechodzę w bieg. Na szczyt Góry Jeleniowskiej wbiegam po godzinie od rozpoczęcia trailu. W nogach mam już prawie dziesięć kilometrów, ale nie zatrzymuję się tutaj w ogóle.
![]() |
| W oddali Święty Krzyż |
Łagodnym stokiem zbiegam do miejscowości. Kilometr dalej las kończy się, a po prawej stronie roztacza wspaniały widok na mój cel - Łysą Górę (594 m). Przed Paprocicami szlak czerwony prowadzi polnymi wąwozami. W wieczornym słońcu są dość urokliwe i tutaj pierwszy raz na trasie widzę śnieg, który w zagłębieniach jeszcze nie zdążył stopnieć.
Jeszcze przed skrzyżowaniem z drogą główną zaczyna się podbieg i trzynasty kilometr trasy. Przecinam arterię Łagów-Nowa Słupia po czym skręcam w prawo. Czeka mnie solidny podbieg pod górę, na szczęście drogą asfaltową. Przy ścianie lasu zatrzymuję się na chwile, gdyż nogi już dają o sobie znać.
![]() |
| Paprocice |
Drogowskaz wskazuje bieg szlaku i kieruje mnie w lewo. Tutaj teren jest już relatywnie płaski. Uważnie szukam znaków, gdyż ten kilkuset metrowy odcinek stanowi dla mnie jedyną tabula rasę na całym szlaku Edmunda Massalskiego. Jak to w życiu bywa, mam szczęście trafić na wycinkę i oznaczeń próżno mi szukać. Intuicyjnie wybieram drogę, jak się wkrótce okazuje – właściwą. Szczytu wzniesienia, przez które przebiegam (Kobyla Góra – 391 m) nawet nie odczuwam, przypominając sobie o nim dopiero gdy szlak prowadzi dosyć stromo w dół. Przed linią lasu trzeba jeszcze przeskoczyć niewielki strumyk i po krótkim odcinku polna drogą docieram do Trzcianki i kolejnej drogi wojewódzkiej.
Słońce chyli się ku linii horyzontu gdy zaczynam ostatni dziś podbieg – na Łysą Górę. Niebawem docieram do granicy Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Sam podbieg na niespełna 600 metrowe wzniesienie, choć mierzy trzy i pół kilometra długości, do stromych nie należy i da radę przebiec go w całości. Przy tym ostatnim odcinku nogi mi jednak na to nie pozwalają. Na podejściu w terenie ciężko utrzymać dobre tempo, a oddech skraca się niemiłosiernie. Kilka razy przechodzę w marsz, ale po chwili motywuję się do biegu. Po dwudziestu minutach widzę już ostatni podbieg na grzbiet, a zza drzew przebija się oświetlona bryła klasztoru na Świętym Krzyżu.
Na szczyt Łysej Góry docieram po 1:50 h biegu, pokonując odcinek 17 km terenem i 622 m podbiegów. Tutaj kończę trail. Kończę umownie, gdyż jeszcze biegam po okolicy, a już w szarówce zbiegam do Nowej Słupii, na co trzeba doliczyć jeszcze około 4 kilometry, kalkulując trasę.
![]() |
| Zachód słońca nad Łysogórskim gołoborzem. Dla tego widoku warto było :) |
Po Górach Świętokrzyskich biega się naprawdę wspaniale. Polecam wszystkim amatorom traili i kontaktu z terenem. Otoczenie urozmaicone, choć bez przesady, a gdy człowiek chce to i zmęczyć się zdoła. Gwarantuję ;) Trasę można lepiej rozłożyć w czasie i trochę przedłużyć względem mojej. Dobrym pomysłem wydaje się rozpoczęcie biegu na skraju szlaku – w Gołoszycach, przy drodze Opatów- Kielce. Będzie to około 7 kilometrów więcej.
Pozdrawiam
niedziela, 29 września 2013
Szlak czerwony im. Edmunda Massalskiego Kuźniaki - Gołoszyce w Górach Świętokrzyskich - relacja, opis szlaku
Szlak czerwony im. Edmunda Massalskiego Kuźniaki - Gołoszyce w Górach Świętokrzyskich - relacja, opis szlaku
Choć liczy około stu kilometrów, szlak czerwony imienia Edmunda Massalskiego nieoficjalnie jest jednym z „głównych” szlaków pieszych w Polsce.
Jest również najdłuższą trasą tego typu w Górach Świętokrzyskich i prowadzi przez najbardziej atrakcyjne miejsca tego regionu – Jeleniowski Park Krajobrazowy, Świętokrzyski Park Narodowy, czy Suchedniowsko – Oblęgorski Park Krajobrazowy.
Co do długości szlaku, nie jest ona jasno określona - tablica w terenie podaje 94km , Wikipedia – 105km. Przekłada się to również na czas przejścia – według znaków 24 – 26 godzin marszu.
W ostatnim roku, z inicjatywy PTTK, ustanowiono odznaki „Główne szlaki Polski”, a odznaka brązowa przyznawana jest właśnie za przejście Szlaku imienia Edmunda Massalskiego.
Gdyby spojrzeć na mapę, ma się wrażenie, że szlak wiedzie krzywą ze wschodu na zachód (lub odwrotnie), od północy omijając Kielce.
Dojazd do początkowych jego punktów nie stanowi problemu, gdyż miejscowości znajdują się blisko/ przy ważniejszych drogach. Gołoszyce 7 kilometrów na zachód od Opatowa, Kuźniaki 9 kilometrów na północny wschód od Strawczyna. Dojazd busami odpowiednio z Opatowa i Kielc, w dzień roboczy jest możliwy niemal co godzinę.
Niewielka długość szlaku pozwala na modyfikacje czasową przejść. Można iść powoli przez 4, 5 dni lub relatywnie krócej, w zależności od upodobania. Dla najbardziej wytrwałych czeka wyzwanie przejścia całego, stukilometrowego odcinka za jednym razem, w 24 godziny.
Opis szlaku
Wyruszamy z Gołoszyc, wsi położonej na drodze Opatów- Kielce. Z prawej strony jezdni widać czerwono-białe znaki na drzewach i tablicę informującą, jakim szlakiem będziemy podążać. Kierujemy się na północ. Po kilkuset metrach po prawej strony mijamy cmentarz I wojenny, który jest wart chwili uwagi.
Szlak stopniowo zagłębia się w las i wiedzie podejściem na grzbiet Pasma Jeleniowskiego. Pierwszym wzniesieniem, jakie zdobywamy po 4,5 km, jest Truskolaska (448 m npm).
Następnie, kierując się na zachód zaliczamy kolejne wzniesienia grzbietu i najwyższe z nich – Szczytniak (554 m npm), gdzie możemy podziwiać częściowo zarośnięte gołoborze, a miedzy drzewami dostrzec kształt Łysej Góry (594 m npm) z charakterystyczną wieżą radiowo-telewizyjną . Samo pasmo nie jest szczególnie widokowe, ale relatywnie „dzikie” (jak na świętokrzyskie warunki) i przenosi nas w prawdziwie górski klimat.
Maszerujemy lasem, po drodze mijając ślady umocnień z czasów I wojny światowej i rezerwaty przyrody – „Goloborze Małe”, „Szczytniak”, „Góra Jeleniowska”, warte poświęcenia dłuższej chwili.
Ze Szczytniaka schodzimy jeszcze do drogi i zaliczamy ostatnie wzniesienie pasma – Górę Jeleniowską (533 m npm). Stamtąd, ciągle na zachód kierujemy się do pierwszej większej wioski – Paprocic, gdzie możemy uzupełnić zaopatrzenie żywnościowe. Następnie poprzez niewielkie wzniesienie – Kobylą Górę (391 m npm) docieramy do Trzcianki. Zaraz za wsią wchodzimy na teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
ŚPN jest jednym z najbardziej wartościowych pomników naturalnych, przez które prowadzi szlak Edmunda Massalskiego.
Najpierw czerwone znaki wiodą nas na Łysą Górę (594 m npm). To sztandarowy punkt Łysogór, jak i całych Gór Świętokrzyskich. Historia miejsca wiąże się z kultem pogańskim i poprzez legendy o miejscowych sabatach czarownic kończy się na czasach chrześcijańskich. Na Łyścu warty uwagi jest przede wszystkim klasztor Świętego Krzyża wraz z podziemiami, muzeum klasztorne i ekspozycja ŚPN.
Paręset metrów od szczytu czeka ewenement - gołoborze, przy którym umieszczona jest nowoczesna platforma widokowa z rewelacyjną panoramą na okolicę.
Nieco zapomniany, choć według mnie interesujący jest również cmentarz jeńców radzickich, usytuowany nieopodal, poniżej klasztoru, w stronę Nowej Słupii.
Szlak czerwony prowadzi następnie asfaltową drogą do przełęczy Huckiej, by w Hucie Szklanej odbić w kierunku liziery lasu. Kolejne kilometry przemierzamy przyjemną ścieżką, na granicy Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Po lewej stronie, przez drzewa liściaste przebijają się widok na Wał Małacentowski, zaś z prawej majaczy zalesiony grzbiet Łysogór. W lesie znajdują się dwie wiaty, gdzie można przysiąść, po czym szlak wyprowadza nas na asfalt, do Kakonina.
W malutkiej wsi znajdziemy interesujący budynek – to chata z 1820 roku, reprezentatywny przykład świętokrzyskiego budownictwa wiejskiego.
Nieopodal chaty, szlak im. Edmunda Massalskiego skręca na północ. Zaczyna się bardziej strome podejście, które po dwóch kilometrach dreptania doprowadza nas do przełęczy Świętego Mikołaja (544 m npm). Na miejscu spotykamy zaś klimatyczną kapliczkę pod jego wezwaniem, która zaprasza na krótki postój kontemplację.
Kolejne trzy kilometry idziemy grzbietem Łysogór. Jego zwieńczeniem jest Łysica (612 m npm) – najwyższy szczyt szlaku im. Edmunda Massalskiego, jak i zarówno całych Gór Świętokrzyskich. To jedno z popularniejszych miejsc niedzielnych wycieczek mieszkańców Kielc, dlatego na szczycie może być tłoczno. Poza tłumami, na szczycie znajduje się drewniany krzyż, a w okolicy możemy obserwować kilka małych i zarastających gołoborzy.
Z Łysicy, w kilkanaście/kilkadziesiąt minut schodzimy do Świętej Katarzyny, mijając po drodze drewnianą kapliczkę pod wezwaniem Świętego Franciszka i źródełko, z którego śmiało można czerpać wodę pitną. Przed Świętą Katarzyną opuszczamy również teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
We wsi, chwilę wypada poświęcić klasztorowi Bernardynek z XV wieku, który usytuowany jest przy czerwonym szlaku.
Po zwiedzeniu budowli kierujemy się na południe, drogą nr 752. Szlak w tym miejscu, ze względu na ilość samochodów może wydawać się niezbyt interesujący. Pewnym urozmaiceniem jest punkt widokowy, usytuowany po prawej stronie drogi, mniej więcej naprzeciwko pomnika „partyzantów ziemi kieleckiej”, z którego rozpościera się wspaniały widok na Suchedniowsko- Oblęgorski Park Krajobrazowy.
Niewiele dalej skręcamy w prawo. Dochodzimy do miejscowości Krajno i dreptamy asfaltem, aż do końca utwardzanej nawierzchni. Asfaltowa droga towarzyszy nam nieprzerywanie przez niemal pięć kilometrów. Miękką ścieżkę przynosi dopiero Kraiński Grzbiet. Wędrówka nim to pokonywanie przestrzeni pośród pól i wzniesień.
Ciekawsze widoki spotkamy nieopodal – na Wymyślonej (415 m npm). Z góry ozdobionej skałami piaskowca kwarcytowego rozciąga się panorama na Dolinę Wilkowską i Pasmo Klonowskie.
Po kolejnych dwóch kilometrach i stromym podejściu, docieramy na Radostową (451 m npm).
Z góry schodzimy w kierunku północnym, do doliny rzeki Lubrzanki. Dalej idziemy około kilometra drogą, poczym skręcamy w prawo.
Stromym podejściem wspinamy się na Pasmo Małastowskie. Pierwszym szczytem, jaki osiągamy, jest Dąbrówka (440 m npm). Dalej szlak wiedzie w miarę płaskim, zarośniętym lasem liściastym, grzbietem. Na 55tym, kilometrze spotykamy Diabelski Kamień – okazały fragment kwarcytowej skały, a którym wiąże się miejscowa legenda. Poza walorami naturalnymi to bardzo dobre miejsce na postój. Z Diabelskiego Kamienia czerwony szlak prowadzi nas na Klonówkę (473 m npm), gdzie warto zatrzymać się na, na stalowej platformie widokowej.
Po kilometrze marszu za czerwonymi znakami, trafiamy na drogę. Tu czeka kolejny asfaltowy odcinek do przejścia. Schodzimy przez wieś Masłów Pierwszy i przed charakterystycznym kościołem skręcamy w prawo. Niewiele dalej wiejskimi uliczkami wychodzimy wreszcie na pole.
Podejście na Domianówkę (417 m npm) wiedzie krzaczastą ścieżką i jest niezbyt strome. Schodząc z góry szybko docieramy do przełęczy pomiędzy Domianówką, a Białą . W oddali, na południu widać przedmieścia Kielc, ale szlak prowadzi w przeciwną stronę. Leśną ścieżką idziemy około kilometra, po czym docieramy do kolejnego asfaltowego odcinka. Prowadzi przez wsi Koszarka i Dąbrowa, kilkaset metrów wzdłuż drogi krajowej nr 73, po czym skręca w lewo, w las.
Idziemy teraz stosunkowo płaskim terenem, nieco pod górę. Trudno odróżnić, kiedy przechodzimy przez wzgórze Sosnowiec, po czym idziemy dalej na południowy wschód. Szlak w pewnym momencie przechodzi wiaduktem nad drogą szybkiego ruchu, po czym znowu niknie w lesie. Po 70tym kilometrze marszu wychodzimy powrotnie na drogę, na wzgórzu Krzemianka (385 m npm). Czeka nas kolejny odcinek asfaltu, tym razem niezbyt przyjemny, wiodący wąskim poboczem wzdłuż ruchliwej drogi Kielce-Zagnańsk.
Po dwóch kilometrach skręcamy w lewo, przy stosunkowo nowym pomniku żołnierzy Armii Krajowej.
Wchodzimy w leśną drogę, która prowadzi do miejscowości Tumlin. Odcinek ma około 5 kilometrów, zaś w połowie odległości znajduje się wiata, w sam raz na postój. Przez Tumlin również idziemy drogą asfaltową. W miejscowości warto obejrzeć barokowy kościół z 1599 roku.
Z Tumlina wychodzimy drogą na wschód, w kierunku widocznego wzniesienia.
To Góra Grodowa (395 m npm) , która w tradycji uważana była za święte wzniesienie pogan. To jedno z ciekawych miejsc w regionie. Na jednym ze zboczy usytuowana jest odkrywkowa kopalnia piaskowca, zaś na szczycie znajduje się geologiczno – archeologiczno – leśny Rezerwat Przyrody „Kamienne Kręgi” i zabytkowa kapliczka z polowy XIX wieku. Miejsce jest naprawdę klimatyczne i polecam je odwiedzić.
Następne dwa kilometry schodzimy w dolinę. Przechodzimy przez wieś Tumlin – Podgrodzie i docieramy do ścieżki wiodącej wzdłuż lasu. Po kilkuset metrach zagłębiamy się nią już między drzewa i wspinamy stromym podejściem na Wykreńską (401m npm).Mimo, iż wzniesienie niewielkie, od tej strony maże naprawdę dać w kość.
Kolejne kilometry szlaku im. Edmunda Massalskiego prowadzą Wzgórzami Tumlińskimi. To jeden z bardziej urozmaiconych odcinków w tej części szlaku. Mijamy kolejno Kamień (399 m npm) i Ciosową Górę (365 m npm), gdzie znajduje się piękne odsłonięcie piaskowca triasowego – jako pozostałość po nieczynnym kamieniołomie.
Schodząc z Ciosowej Góry docieramy do wsi Porzecze i wchodzimy na drogę. Tu zaczyna się chyba najdłuższy asfaltowy odcienie szlaku, więc dobrze na to się przygotować, choćby psychicznie. Nieprzyjemna nawierzchnia ciągnie się prawie 5 kilometrów i wyprowadza na Baranią Górę (426 m npm).
Ze wzniesienia rozpościera się niebanalny widok na Wzgórza Tumlińskie. Tu również znajduje się skrzyżowanie ze szlakiem czarnym, który prowadzi do pobliskiego Oblęgorka, a nieopodal szlaku usytuowany jest Rezerwat Przyrody o tej samej nazwie, kryjący warte obejrzenia wąwozy.
Z Baraniej Góry idziemy prosto na wschód. Schodzimy w dolinę, przechodzimy wzdłuż drogi i pniemy się na koleje wzniesienie. Siniewska Góra (449 m npm) jest najwyższa w całym Paśmie Oblęgorskim. W tym kompleksie leśnym zawiera się również główna część Suchedniowsko-Oblęgorskiego Parku Krajobrazowego.
Zejście z Sieniawskiej jest bardzo długie i monotonne. Warto zatrzymać się po drodze w Sieniowie i wejść na sporych rozmiarów platformę widokową. Po wyjściu z lasu przechodzimy pomiędzy polami i przecinamy drogę . Przed nami rozpościera się widok na Górę Perzową (395 m npm).
Geologiczno –leśny rezerwat przyrody, który znajduje się nieopodal szczytu jest według mnie jednym z najbardziej klimatycznych miejsc w całych Górach Świętokrzyskich. Na jego terenie znajdują się znacznej wielkości odsłonięte bloki piaskowca triasowego, które miejscami mają po kilka metrów wysokości. W grotę, pośrodku największego skupiska skalnego wkomponowana jest XVIII wieczna kapliczka pod wezwaniem św. Rozalii. Bloki piaskowa porośnięte są mchem i rażą intensywną zielenią, sam zaś szlak wiedzie pomiędzy nimi urozmaiconą ścieżką.
Rezerwat zachęca do dłuższego postoju, a miejsce po ognisku tylko potwierdza, że wielu turystów z tego postoju korzysta.
Z Perzowej Góry już tylko 3 kilometry dzielą nas od końca szlaku. Wchodzimy jeszcze na Kuźniacką Górę – ostatnie wzniesie na szlaku i łagodną ścieżką w dół idziemy w kierunku miejscowości.
Dochodzimy do Kuźniak. Kilka metrów przed ulicą, po prawej stronie drogi znajduje kamień z tablicą, informujący o końcu szlaku.
Pokonaliśmy ponad 100 km. Nie pozostaje nic innego, jak skręcić w prawo i podejść do przystanku autobusowego, usytuowanego nieopodal. Wypada jeszcze „zawiesić oko” na ruinach wielkiego pieca hutniczego z końca XVIII wieku i z czystym sumieniem można wracać do domu.
Mam nadzieję, że opis i zdjęcia zachęcą Was do odwiedzenia Gór Świętokrzyskich, a szczególnie szlaku im. Edmunda Massalskiego. Niepozorny, niezbyt popularny, ale za to charakterystyczny i z pewnością wart poświęcenia urlopu, weekendu, niedzieli.
Zapraszam i polecam.
Galerie:
Gołoszyce - Dąbrowa 2010
Kuźniaki - Dąbrowa 2013
Tomasz Duda
![]() |
| Orientacyjny przebieg szlaku |
Jest również najdłuższą trasą tego typu w Górach Świętokrzyskich i prowadzi przez najbardziej atrakcyjne miejsca tego regionu – Jeleniowski Park Krajobrazowy, Świętokrzyski Park Narodowy, czy Suchedniowsko – Oblęgorski Park Krajobrazowy.
Co do długości szlaku, nie jest ona jasno określona - tablica w terenie podaje 94km , Wikipedia – 105km. Przekłada się to również na czas przejścia – według znaków 24 – 26 godzin marszu.
W ostatnim roku, z inicjatywy PTTK, ustanowiono odznaki „Główne szlaki Polski”, a odznaka brązowa przyznawana jest właśnie za przejście Szlaku imienia Edmunda Massalskiego.
Gdyby spojrzeć na mapę, ma się wrażenie, że szlak wiedzie krzywą ze wschodu na zachód (lub odwrotnie), od północy omijając Kielce.
Dojazd do początkowych jego punktów nie stanowi problemu, gdyż miejscowości znajdują się blisko/ przy ważniejszych drogach. Gołoszyce 7 kilometrów na zachód od Opatowa, Kuźniaki 9 kilometrów na północny wschód od Strawczyna. Dojazd busami odpowiednio z Opatowa i Kielc, w dzień roboczy jest możliwy niemal co godzinę.
Niewielka długość szlaku pozwala na modyfikacje czasową przejść. Można iść powoli przez 4, 5 dni lub relatywnie krócej, w zależności od upodobania. Dla najbardziej wytrwałych czeka wyzwanie przejścia całego, stukilometrowego odcinka za jednym razem, w 24 godziny.
Opis szlaku
| Gołoszyce - początek szlaku |
![]() |
| Pasmo Jeleniowskie |
Szlak stopniowo zagłębia się w las i wiedzie podejściem na grzbiet Pasma Jeleniowskiego. Pierwszym wzniesieniem, jakie zdobywamy po 4,5 km, jest Truskolaska (448 m npm).
| Rezerwat Przyrody "Szczytniak" |
Następnie, kierując się na zachód zaliczamy kolejne wzniesienia grzbietu i najwyższe z nich – Szczytniak (554 m npm), gdzie możemy podziwiać częściowo zarośnięte gołoborze, a miedzy drzewami dostrzec kształt Łysej Góry (594 m npm) z charakterystyczną wieżą radiowo-telewizyjną . Samo pasmo nie jest szczególnie widokowe, ale relatywnie „dzikie” (jak na świętokrzyskie warunki) i przenosi nas w prawdziwie górski klimat.
Maszerujemy lasem, po drodze mijając ślady umocnień z czasów I wojny światowej i rezerwaty przyrody – „Goloborze Małe”, „Szczytniak”, „Góra Jeleniowska”, warte poświęcenia dłuższej chwili.
| Łysa Góra spod G. Jeleniowskiej |
Ze Szczytniaka schodzimy jeszcze do drogi i zaliczamy ostatnie wzniesienie pasma – Górę Jeleniowską (533 m npm). Stamtąd, ciągle na zachód kierujemy się do pierwszej większej wioski – Paprocic, gdzie możemy uzupełnić zaopatrzenie żywnościowe. Następnie poprzez niewielkie wzniesienie – Kobylą Górę (391 m npm) docieramy do Trzcianki. Zaraz za wsią wchodzimy na teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
ŚPN jest jednym z najbardziej wartościowych pomników naturalnych, przez które prowadzi szlak Edmunda Massalskiego.
| Święty Krzyż |
| Gołoborze na Łysej Górze |
Paręset metrów od szczytu czeka ewenement - gołoborze, przy którym umieszczona jest nowoczesna platforma widokowa z rewelacyjną panoramą na okolicę.
Nieco zapomniany, choć według mnie interesujący jest również cmentarz jeńców radzickich, usytuowany nieopodal, poniżej klasztoru, w stronę Nowej Słupii.
| Łysogóry zimą |
Szlak czerwony prowadzi następnie asfaltową drogą do przełęczy Huckiej, by w Hucie Szklanej odbić w kierunku liziery lasu. Kolejne kilometry przemierzamy przyjemną ścieżką, na granicy Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Po lewej stronie, przez drzewa liściaste przebijają się widok na Wał Małacentowski, zaś z prawej majaczy zalesiony grzbiet Łysogór. W lesie znajdują się dwie wiaty, gdzie można przysiąść, po czym szlak wyprowadza nas na asfalt, do Kakonina.
| Kakonin |
W malutkiej wsi znajdziemy interesujący budynek – to chata z 1820 roku, reprezentatywny przykład świętokrzyskiego budownictwa wiejskiego.
| Kapliczka św. Mikołaja |
Nieopodal chaty, szlak im. Edmunda Massalskiego skręca na północ. Zaczyna się bardziej strome podejście, które po dwóch kilometrach dreptania doprowadza nas do przełęczy Świętego Mikołaja (544 m npm). Na miejscu spotykamy zaś klimatyczną kapliczkę pod jego wezwaniem, która zaprasza na krótki postój kontemplację.
| Łysica zimą |
Kolejne trzy kilometry idziemy grzbietem Łysogór. Jego zwieńczeniem jest Łysica (612 m npm) – najwyższy szczyt szlaku im. Edmunda Massalskiego, jak i zarówno całych Gór Świętokrzyskich. To jedno z popularniejszych miejsc niedzielnych wycieczek mieszkańców Kielc, dlatego na szczycie może być tłoczno. Poza tłumami, na szczycie znajduje się drewniany krzyż, a w okolicy możemy obserwować kilka małych i zarastających gołoborzy.
| Kapliczka św. Franciszka |
Z Łysicy, w kilkanaście/kilkadziesiąt minut schodzimy do Świętej Katarzyny, mijając po drodze drewnianą kapliczkę pod wezwaniem Świętego Franciszka i źródełko, z którego śmiało można czerpać wodę pitną. Przed Świętą Katarzyną opuszczamy również teren Świętokrzyskiego Parku Narodowego.
We wsi, chwilę wypada poświęcić klasztorowi Bernardynek z XV wieku, który usytuowany jest przy czerwonym szlaku.
| Pomnik partyzantów |
Niewiele dalej skręcamy w prawo. Dochodzimy do miejscowości Krajno i dreptamy asfaltem, aż do końca utwardzanej nawierzchni. Asfaltowa droga towarzyszy nam nieprzerywanie przez niemal pięć kilometrów. Miękką ścieżkę przynosi dopiero Kraiński Grzbiet. Wędrówka nim to pokonywanie przestrzeni pośród pól i wzniesień.
| Panorama z Wymyślonej |
Ciekawsze widoki spotkamy nieopodal – na Wymyślonej (415 m npm). Z góry ozdobionej skałami piaskowca kwarcytowego rozciąga się panorama na Dolinę Wilkowską i Pasmo Klonowskie.
| W oddali Radostowa |
Po kolejnych dwóch kilometrach i stromym podejściu, docieramy na Radostową (451 m npm).
Z góry schodzimy w kierunku północnym, do doliny rzeki Lubrzanki. Dalej idziemy około kilometra drogą, poczym skręcamy w prawo.
| Widoki z Pasma Małastowskiego |
Stromym podejściem wspinamy się na Pasmo Małastowskie. Pierwszym szczytem, jaki osiągamy, jest Dąbrówka (440 m npm). Dalej szlak wiedzie w miarę płaskim, zarośniętym lasem liściastym, grzbietem. Na 55tym, kilometrze spotykamy Diabelski Kamień – okazały fragment kwarcytowej skały, a którym wiąże się miejscowa legenda. Poza walorami naturalnymi to bardzo dobre miejsce na postój. Z Diabelskiego Kamienia czerwony szlak prowadzi nas na Klonówkę (473 m npm), gdzie warto zatrzymać się na, na stalowej platformie widokowej.
| Diabelski Kamień |
Po kilometrze marszu za czerwonymi znakami, trafiamy na drogę. Tu czeka kolejny asfaltowy odcinek do przejścia. Schodzimy przez wieś Masłów Pierwszy i przed charakterystycznym kościołem skręcamy w prawo. Niewiele dalej wiejskimi uliczkami wychodzimy wreszcie na pole.
| Masłów, widok na Domianówkę |
Podejście na Domianówkę (417 m npm) wiedzie krzaczastą ścieżką i jest niezbyt strome. Schodząc z góry szybko docieramy do przełęczy pomiędzy Domianówką, a Białą . W oddali, na południu widać przedmieścia Kielc, ale szlak prowadzi w przeciwną stronę. Leśną ścieżką idziemy około kilometra, po czym docieramy do kolejnego asfaltowego odcinka. Prowadzi przez wsi Koszarka i Dąbrowa, kilkaset metrów wzdłuż drogi krajowej nr 73, po czym skręca w lewo, w las.
Idziemy teraz stosunkowo płaskim terenem, nieco pod górę. Trudno odróżnić, kiedy przechodzimy przez wzgórze Sosnowiec, po czym idziemy dalej na południowy wschód. Szlak w pewnym momencie przechodzi wiaduktem nad drogą szybkiego ruchu, po czym znowu niknie w lesie. Po 70tym kilometrze marszu wychodzimy powrotnie na drogę, na wzgórzu Krzemianka (385 m npm). Czeka nas kolejny odcinek asfaltu, tym razem niezbyt przyjemny, wiodący wąskim poboczem wzdłuż ruchliwej drogi Kielce-Zagnańsk.
![]() |
| Pomink 4PP AK |
Po dwóch kilometrach skręcamy w lewo, przy stosunkowo nowym pomniku żołnierzy Armii Krajowej.
Wchodzimy w leśną drogę, która prowadzi do miejscowości Tumlin. Odcinek ma około 5 kilometrów, zaś w połowie odległości znajduje się wiata, w sam raz na postój. Przez Tumlin również idziemy drogą asfaltową. W miejscowości warto obejrzeć barokowy kościół z 1599 roku.
Z Tumlina wychodzimy drogą na wschód, w kierunku widocznego wzniesienia.
![]() |
| Rezerwat Przyrody "Kamienne Kręgi" |
To Góra Grodowa (395 m npm) , która w tradycji uważana była za święte wzniesienie pogan. To jedno z ciekawych miejsc w regionie. Na jednym ze zboczy usytuowana jest odkrywkowa kopalnia piaskowca, zaś na szczycie znajduje się geologiczno – archeologiczno – leśny Rezerwat Przyrody „Kamienne Kręgi” i zabytkowa kapliczka z polowy XIX wieku. Miejsce jest naprawdę klimatyczne i polecam je odwiedzić.
![]() |
| Wzgórza Tumlińskie |
Następne dwa kilometry schodzimy w dolinę. Przechodzimy przez wieś Tumlin – Podgrodzie i docieramy do ścieżki wiodącej wzdłuż lasu. Po kilkuset metrach zagłębiamy się nią już między drzewa i wspinamy stromym podejściem na Wykreńską (401m npm).Mimo, iż wzniesienie niewielkie, od tej strony maże naprawdę dać w kość.
![]() |
| Ciosowa Góra |
Kolejne kilometry szlaku im. Edmunda Massalskiego prowadzą Wzgórzami Tumlińskimi. To jeden z bardziej urozmaiconych odcinków w tej części szlaku. Mijamy kolejno Kamień (399 m npm) i Ciosową Górę (365 m npm), gdzie znajduje się piękne odsłonięcie piaskowca triasowego – jako pozostałość po nieczynnym kamieniołomie.
Schodząc z Ciosowej Góry docieramy do wsi Porzecze i wchodzimy na drogę. Tu zaczyna się chyba najdłuższy asfaltowy odcienie szlaku, więc dobrze na to się przygotować, choćby psychicznie. Nieprzyjemna nawierzchnia ciągnie się prawie 5 kilometrów i wyprowadza na Baranią Górę (426 m npm).
![]() |
| Widok z Baraniej Góry |
Ze wzniesienia rozpościera się niebanalny widok na Wzgórza Tumlińskie. Tu również znajduje się skrzyżowanie ze szlakiem czarnym, który prowadzi do pobliskiego Oblęgorka, a nieopodal szlaku usytuowany jest Rezerwat Przyrody o tej samej nazwie, kryjący warte obejrzenia wąwozy.
Z Baraniej Góry idziemy prosto na wschód. Schodzimy w dolinę, przechodzimy wzdłuż drogi i pniemy się na koleje wzniesienie. Siniewska Góra (449 m npm) jest najwyższa w całym Paśmie Oblęgorskim. W tym kompleksie leśnym zawiera się również główna część Suchedniowsko-Oblęgorskiego Parku Krajobrazowego.
![]() |
| Widok z platformy w Sieniowie |
Zejście z Sieniawskiej jest bardzo długie i monotonne. Warto zatrzymać się po drodze w Sieniowie i wejść na sporych rozmiarów platformę widokową. Po wyjściu z lasu przechodzimy pomiędzy polami i przecinamy drogę . Przed nami rozpościera się widok na Górę Perzową (395 m npm).
![]() |
| Perzowa Góra i kapliczka św. Rozalii |
Geologiczno –leśny rezerwat przyrody, który znajduje się nieopodal szczytu jest według mnie jednym z najbardziej klimatycznych miejsc w całych Górach Świętokrzyskich. Na jego terenie znajdują się znacznej wielkości odsłonięte bloki piaskowca triasowego, które miejscami mają po kilka metrów wysokości. W grotę, pośrodku największego skupiska skalnego wkomponowana jest XVIII wieczna kapliczka pod wezwaniem św. Rozalii. Bloki piaskowa porośnięte są mchem i rażą intensywną zielenią, sam zaś szlak wiedzie pomiędzy nimi urozmaiconą ścieżką.
![]() |
| Perzowa Góra |
Rezerwat zachęca do dłuższego postoju, a miejsce po ognisku tylko potwierdza, że wielu turystów z tego postoju korzysta.
Z Perzowej Góry już tylko 3 kilometry dzielą nas od końca szlaku. Wchodzimy jeszcze na Kuźniacką Górę – ostatnie wzniesie na szlaku i łagodną ścieżką w dół idziemy w kierunku miejscowości.
![]() |
| Kuźniaki - koniec szlaku |
Dochodzimy do Kuźniak. Kilka metrów przed ulicą, po prawej stronie drogi znajduje kamień z tablicą, informujący o końcu szlaku.
Pokonaliśmy ponad 100 km. Nie pozostaje nic innego, jak skręcić w prawo i podejść do przystanku autobusowego, usytuowanego nieopodal. Wypada jeszcze „zawiesić oko” na ruinach wielkiego pieca hutniczego z końca XVIII wieku i z czystym sumieniem można wracać do domu.
![]() |
| Ruiny wielkiego pieca hutniczego w Kuźniakach |
Mam nadzieję, że opis i zdjęcia zachęcą Was do odwiedzenia Gór Świętokrzyskich, a szczególnie szlaku im. Edmunda Massalskiego. Niepozorny, niezbyt popularny, ale za to charakterystyczny i z pewnością wart poświęcenia urlopu, weekendu, niedzieli.
Zapraszam i polecam.
Galerie:
Gołoszyce - Dąbrowa 2010
Kuźniaki - Dąbrowa 2013
Tomasz Duda
Subskrybuj:
Posty (Atom)



































